Z cyklu: restauracje hotelowe - Ogień

Share

Nie zapominamy o cyklu restauracji hotelowych. W tym tygodniu Ogień, czyli wizyta w hotelu Qubus.

Sieć Qubus odgórnie określa standardy wystroju i menu, dlatego goście bez trudu rozpoznają w restauracji Ogień wnętrze znane z innych miast. Aranżacja typowo hotelowa - estetyczna i nieco bezimienna, na szczęście przytulności nadają mu podświetlane "akwaria" i możliwość oddzielenia stolików zawieszonymi między słupami przesłonami. Kolorystyka spójna z wystrojem pokoi - głównie ciemne drewno, beż i bursztyn. Kameralna sala może pomieścić około 60 osób.

Między 7.00 a 10.00 (w weekendy do 11.00) w restauracji można zjeść śniadanie w cenie 14€, zamówienia a'la carte składa się między 13.00 a 23.00. Poza menu podstawowym, trzy razy do roku wprowadzana jest karta sezonowa. Obydwie ustalane są odgórnie dla wszystkich hoteli, czasem jednak łódzki szef kuchni Piotr Kurek przygotowuje coś niezależnie od standardowej karty. W Ogniu króluje kuchnia międzynarodowa, ale coraz częściej promowane są tu potrawy typowo polskie.

Czas zajrzeć do menu - ma zadowolić gusta zarówno tradycjonalistów, jak i poszukiwaczy oryginalnych smaków. Dla tych pierwszych: tatar, krewetki, caprese, żurek i krem z pomidorów, a z dań głównych: spaghetti z warzywami (27 zł), łosoś (45 zł), zestaw trzech grillowanych mięs (45 zł) czy steki z polędwicy wołowej (87 zł). Naszą uwagę bardziej przykuł jednak matias na sałacie z jabłek i suszonych moreli z chrzanowym musem(21 zł), ziemniaczana zupa benedyktyńska z borowikami i jajkiem mol'e (16 zł), kotlety jagnięce z marokańską sałatką (70 zł), a na deser parfait (czyli lekko zmrożony krem) czekoladowo-chałwowy (15 zł).

W porównaniu do standardowego menu oryginalniej zapowiada się karta na lato. Na przystawkę egzotyczne satay z kurczaka (34 zł), a dla dbających o linię - sałata z sandaczem i migdałami (36 zł). Ciekawie zapowiada się zupa z zielonego ogórka z grillowanym rostbefem (15 zł), kolekcję lekkich dań uzupełniają tarta z kaczki (28 zł) i muszle wypełnione twarogiem i serem pleśniowym. My skusiliśmy się na deser, czyli panna cottę i parfait o smaku marakui. Lekkie, ciekawe, nieprzesadnie słodkie – w sam raz na upalne dni.

Jak widać, ceny raczej typowe dla restauracji hotelowej. Lokal dobry na biznesowe spotkanie (szczególnie, jeśli partnerzy są gośćmi hotelu), ale raczej nie na romantyczną randkę.