Jemy w Łodzi - restauracje w Łodzi, opinie, recenzje, wydarzenia

You are here:
Today isczwartek,14grudzień,2017

Gotujemy sous vide – same!

Share

Gotujemy sous vide – same!

To chyba pierwszy raz w przeciągu pięcioletniej historii tej strony, kiedy nie jemy, a same gotujemy. I to sous vide! Kupiłyśmy butelkę wina i uruchomiłyśmy sprzęt – ciekawe, co z tego wyjdzie.

 

Jakiś czas temu dostałyśmy zadanie napisania o domowym sprzęcie do sous vide, ale co napisać nowego, czego jeszcze nie wiecie? Najważniejsze informacje: pakowane próżniowo produkty gotuje się przez długi czas w kąpieli wodnej o niewysokiej temperaturze, dzięki czemu zachowują swoje właściwości odżywcze i mają ciekawą strukturę. Potem kucharze zwariowali na punkcie sous vide, które dało początek całej gałęzi nowoczesnej kuchni, którą nazywamy molekularną.

Gotujemy sous vide – same!

Próżniowe zamknięcie jedzenia w foliowym worku i powolne gotowanie w niskiej temperaturze ma zapobiegać utracie soków i jego naturalnego smaku (każdy kto jadł tak przygotowane mięso wyczuje też różnicę w jego strukturze). Wiemy, że podobnego sprzętu używają kucharze i często chwalą się, ile godzin gotowali poszczególne składniki dania. Ponieważ często padają tu hasła, takie jak kilka czy nawet kilkadziesiąt godzin, do naszego pichcenia przygotowałyśmy się jak na wojnę, to znaczy kupiłyśmy dużo wina i gotowe jedzenie, żeby umilać sobie czas wielogodzinnego wpatrywania się w garnek.

Gotujemy sous vide – same!

Sprzęt pożyczyłyśmy od firmy Morning – w gastronomii każdy ich zna, ale teraz czas, aby poznali także amatorzy, ponieważ mają oni w ofercie również domowy sprzęt do sous vide, a to nie lada gratka dla miłośników gotowania, bo profesjonalne pojemniki do gotowania w niskiej temperaturze kosztują fortunę. Te domowe mają znacznie przyjaźniejszą cenę. – Przyjadę i wam pokażę gdzie włączyć, żebyście do mnie co chwila nie wydzwaniały – ocenił nasze zdolności Jacek Wesołowski. Mogę też coś ugotować – dodał. Ciąg dalszy dialogu wyglądał następującą:

My: Będziesz z nami siedział 8 godzin?

Jacek: Na cholerę mam siedzieć 8 godzin?

My: Bo tyle się gotuje w sosus vide!

Jacek: Cooo? Rybę zrobimy w 30 minut, kurczaka w niecałą godzinę.

Gotujemy sous vide – same!

Właśnie runął pierwszy mit o sous vide – na obiad wcale nie trzeba czekać pół dnia. Druga sprawa – urządzenie włącza się bardzo łatwo, ale nadal udawałyśmy głupie (my będziemy pić wino, a niech Jacek gotuje). Ok, czas zacząć. Główny składnik do torebki, a potem… to, co znajdziecie w kuchni (kucharze, nie czytajcie!). Mogą być zioła (najlepiej świeże), marynata, przyprawy, masło, warzywa, owoce - na co przyjdzie ochota i chęć do eksperymentów. Potem należy całość próżniowo zamknąć. Najlepiej użyć pakowarki, które Morning również ma w swojej ofercie. Ewentualnie można uśmiechnąć się do kogoś, kto podobnym sprzętem dysponuje (pobliski sklep, restauracja) lub kombinować z samodzielnym szczelnym zamykaniem.

Gotujemy sous vide – same!

Teraz do naczynia wlewamy wodę, wstawiamy specjalną grzałkę podgrzewającą wodę do odpowiedniej temperatury i (co ważne) utrzymującą tę temperaturę godzinami. A potem do jednego gara różne torebki z jedzeniem na cały dzień (idealne dla tych, co nie lubią zmywania). Potem znów pijemy wino – szybko, bo ryba jest gotowa już po 20 minutach. Do ryby dałyśmy za dużo liści kafiru, ale pierś z kurczaka wyszła zacnie. Dla tych, co na diecie w wersji z sałatą, dla pozostałych - mięso wrzucamy jeszcze na chwilę na rozgrzaną patelnię (z tłuszczykiem oczywiście). A na deser gruszka – z czekoladą i pyszną pastą pistacjową.

Gotujemy sous vide – same!

W pierwszym zamyśle tekst miał kończyć przepis, ale właściwie wszystko zależy tu od fantazji gotującego. Jedno jest pewno – nie takie sous vide straszne, jak je malują. Jest łatwo, całkiem szybko, a najważniejsze, że smacznie.  Trzeba już tylko znaleźć trochę miejsca na kolejny sprzęt w kuchni. U Agaty graniczy to z cudem J