Jemy w Łodzi - restauracje w Łodzi, opinie, recenzje, wydarzenia

You are here:
Today issobota,19październik,2019

Jeszcze raz o Festiwalu Dobrego Smaku

Share

Festiwal Dobrego Smaku

Jemy w Łodzi spotkało się ze zwycięzcami FDS i choć opadł już festiwalowy kurz, my jeszcze na moment chcieliśmy powrócić do minionych kulinarnych przeżyć tej imprezy.

W dniach 24-27 maja łodzianie i wszyscy Ci, którzy przyjechali docelowo bądź znaleźli się przypadkiem w naszym mieście, mogli uczestniczyć w IX już edycji Festiwalu Dobrego Smaku. Wśród lokali biorących udział w konkursie na najlepszą restaurację festiwalową znalazły się prawie wszystkie perełki łódzkiej gastronomii. Podążając więc według „mapy dobrego smaku” zarówno amatorzy, jak i znawcy kuchni mogli nacieszyć swe podniebienia nowatorskimi połączeniami tradycyjnych i oryginalnych smaków. Tradycja bowiem, obok sezonowości, była przewodnim motywem tegorocznego festiwalu. Niemniej jednak organizatorzy pozostawili szefom kuchni szerokie pole do popisu, gdyż nie określili tak naprawdę, do jakiej tradycji mają się odnieść. Nie sądzimy jednak, żeby znalazło się wiele osób zawiedzionych brakiem naszego rodzimego kotleta schabowego czy też pierogów, golonki, flaków, etc. Dostaliśmy prawdziwe „niebo w gębie” i szanse na poznanie tradycji innych krajów oraz nieco bardziej nowoczesnego wydania naszej polskiej kuchni.

Jury oceniało nie tylko sam smak, jakość i efekt wizualny dania, ale również wystrój, atmosferę i obsługę. Zwycięzcą konkursu została restauracja Lili, a dwa kolejne miejsca zajęły Jak pragnę wina oraz Ato Sushi.
Jak widać, wśród medalistów znalazło się więc i miejsce dla kuchni japońskiej, co wskazuje na to, że otwieramy się coraz bardziej na smaki z odległych krain. W Ato Sushi w czasie trwania festiwalu wydano około tysiąca porcji. Co przyczyniło się do ich sukcesu poza gwarantowanymi walorami smakowymi na talerzu? Dzięki doświadczeniu z poprzedniej edycji festiwalu, kiedy to zdobyli wyróżnienie, byli doskonale przygotowani również od strony logistycznej. Tak więc goście nie narzekali ani na czas oczekiwania, ani na chwilowy brak festiwalowego dania. Z myślą o stałych klientach oraz nowych odkrywcach festiwalowej rolki, Ato Sushi serwowało ją jeszcze przez dwa tygodnie po zakończeniu festiwalu w promocyjnej cenie 19 zł. Po cichu więc liczymy na to, że znalazło się tylu jej zwolenników, iż na stałe zagości w karcie menu.

Z kolei kucharze restauracji Jak pragnę wina zdecydowali się zrealizować pierwszy pomysł, jaki przyszedł im do głowy i podjęli niemałe ryzyko serwując ozory wołowe. Z jednej strony to typowe danie kuchni polskiej, aczkolwiek nieco zapomniane i, jak to podroby, nie wszystkim przypadające do gustu. Przygotowane były jednak w taki sposób, że smakowały wręcz jak wołowina, czym zaskoczonych było zapewne wielu gości. Do tego niby proste akcenty sezonowe, czyli marchew, jabłko i burak. W wydaniu szefa kuchni przybrały one jednak zaskakującą, nowoczesną formę chipsa marchewkowego z aromatem fiołka, delikatnej pianki jabłkowej i buraka z posmakiem pomarańczy. Jak przystało na restaurację z winem w tle, goście mogli też skosztować, i to w bardzo przystępnej cenie, odpowiednio dobranego trunku podbijającego jeszcze smak potrawy. Dla Jak pragnę wina to też już druga odsłona na festiwalu, a odpowiednia obsada i organizacja pozwoliła im na wydawanie dań również przed i po godzinach trwania konkursu. Ponadto, ku uciesze wielu gości, sam szef kuchni niejednokrotnie pojawiał się na sali komentując swoje dzieło. Jest i dobra wiadomość dla tych, którzy nie mieli okazji przekonać się o miękkości i wyjątkowym smaku ozorów. Pojawią się w menu w nieco zmodyfikowanej wersji i w cenie rzędu 15-20 zł.

Klucza do sukcesu restauracji Lili nie chcemy na razie zdradzać, ale już za kilka dni na naszej stronie pojawi się rozmową z właścicielką i jednocześnie twórczynią festiwalowego dania.
Na koniec warto jeszcze wspomnieć o zwycięzcy konkursu SMS- owego, czyli restauracji House of Sushi. W tym roku pojawili się oni na festiwalu po raz pierwszy i od razu zabłysnęli jako faworyt publiczności. Postawili na wysokiej jakości produkty i dodatki z najwyższej półki. W rezultacie już pod koniec pierwszego dnia festiwalu sprzedali połowę z tego, co zaplanowali na cały konkurs. Było to dla nich nie lada wyzwanie logistyczno-techniczne, ale poradzili sobie z nim obsługując w sumie około 1,5 tys. gości. Nic dziwnego więc, że podczas festiwalu zapanował w Łodzi powszechny brak łososia. Wszystkich, którzy chcieliby odkryć jego nowy smak i sposób podania, zapraszamy do House of sushi, gdzie serwowany jest jako danie główne z ryżem w cenie 37 zł.

Podsumowując, FDS to istny raj dla smakoszy, którzy mogą popróbować rozmaitych i ciekawych propozycji najlepszych łódzkich restauracji. Za symboliczne 10 zł łatwiej pokusić się o skosztowanie nieznanych do tej pory smaków i tekstur czy zaryzykować z zupełnie nowym sposobem podania standardowych składników. Z drugiej strony dla restauratorów i szefów kuchni to niemalże czterodniowy maraton, praca po nocach, dodatkowy personel i sprzęt, test dla całego teamu. Jednym słowem wielkie wyzwanie nawet dla najbardziej doświadczonych w branży gastronomicznej. Ci jednak, którym uda się stanąć na wysokości zadania, mają nie tylko bardzo duże poczucie satysfakcji, ale również możliwość wypromowania się na tak wyjątkowym i coraz bardziej prestiżowym festiwalu.

Mamy nadzieję, że pobudziliśmy Wasze kubki smakowe i apetyt na więcej. Myślimy, że laureatów tegorocznego konkursu będziecie mogli odkryć bądź spróbować na nowo podczas kolejnej edycji festiwalu. A do tego czasu gorąco zachęcamy do eksplorowania coraz bogatszej oferty gastronomicznej naszego miasta, bo okazuje się, że w Łodzi mamy wyjątkowych 'chefs de cuisisne' i restauracje, które ponoć mogłyby powalczyć o gwiazdkę Michelina.