Jemy w Łodzi - restauracje w Łodzi, opinie, recenzje, wydarzenia

You are here:
Today ispiątek,20październik,2017

Degustacja u Ślepego Maksa

Share

Ślepy Maks

Raki z gorgonzolą, rosół z kreplach, gicz cielęca, a na deser owocowo-winna legumina - oto przykłady dań, których spróbowaliśmy na degustacji w restauracji Ślepy Maks.


Lata dwudzieste i łódzkie klimaty są motywami przewodnimi wystroju, ale przede wszystkim menu Ślepego Maksa. W karcie restauracji znajdziecie dania, które niegdyś jadało się w naszym mieście, zarówno w wykwintnych lokalach, pałacach fabrykantów, jak i w domach mniej zamożnych Łodzian. Przepisy pochodzą z dawnych książek, a za ich ostateczną wersję odpowiada szef kuchni Dariusz Chudzik. – Staramy się wiernie odtworzyć oryginalne receptury, niewielkie modyfikacje dotyczą raczej sposobu podania – wyjaśnia szef kuchni. 

Ślepy Maks

Kartę otwierają ciepłe przystawki, wśród których można chociażby wymienić żydowskie gęsie szyje i ziemniaczany kugel (odpowiednio 19 i 14 zł), rosyjskie bliny z kawiorem (34 zł) czy raki z gorgonzolą (34 zł). Niełatwo o nie w Łodzi, nic więc dziwnego, że cieszą się wyjątkową popularnością wśród gości. Świetnie się prezentują, a delikatne mięso tylko zaostrza apetyt przed dalszą ucztą.

Ślepy Maks

Wśród zimnych przystawek znajdziemy między innymi auszpik z kurczęcia, mus z wędzonego pstrąga i gęsi smalec (wykorzystywany również do przyrządzania innych dań), nie mogło też zabraknąć śledzi, które w karcie zostały wręcz wyróżnione oddzielną kategorią o nazwie „W Parku Śledzia”. Tym razem na stół trafiła wersja z buraczkami (16 zł). Wcześniej zamarynowane śledzie są jędrne, a smak buraczków dodatkowo podkreśla i zaostrza chrzan.

Ślepy Maks

Flaczki garnuszkowe (czyli te z zapieczonym na wierzchu parmezanem) przed laty były stałą pozycją w wielu łódzkich restauracjach, dziś zjemy je właśnie w Ślepym Maksie. Poza nimi można wybrać także grzybową ciurbę, łódzki żur, zupę rakową i obowiązkowy rosół (12 zł). Uwielbiam rosół, ale w restauracjach często mnie rozczarowuje - jest rozwodniony, za chudy i doprawiany kostkami. Na szczęście nie tym razem. Tutejszy jest esencjonalnym wywarem z gęsiny, kaczki i wołowiny; choć kocham dużą ilość makaronu w rosole bez żalu zamieniłam go na kreplach z gęsim nadzieniem.

Ślepy Maks

Czas na przypadki Ślepego Maksa, czyli dania główne. Baranina, królik, gęś, perliczka – każdy znajdzie tu coś dla siebie i znów są to nieoczywiste dania, które rzadko spotyka się w łódzkich lokalach. Wybór padł na gicz cielęcą i roladki z dorsza (36 zł każde danie). Nic nie można zarzucić soczystej, pieczonej w warzywach giczce, ale bardziej uwiódł mnie jej rybny konkurent. Wyraźnie wyczuwalne aromatyczne zioła podkreśliły smak, ale nie zdominowały delikatnego mięsa, które dodatkowo fajnie komponowało się z mango i porem.

Ślepy Maks

Czy poradziłam sobie jeszcze z deserem? Oczywiście! Oszczędzałam siły przez całą degustację i było warto. Oto legumina z owocami (14 zł). Teoretycznie to winna galaretka, ale w rzeczywistości są to przede wszystkim gotowane w winie owoce (rodzynki królewskie, czarne porzeczki, jabłka, gruszki) jedynie nią połączone. Delikatną słodycz deser zawdzięcza połączeniu dwóch miodów, która dodatkowo przełamana jest lekko kwaskowym sosem porzeczkowym. Po pierwsze to oryginalna odmiana po całych zastępach panna cotty i szarlotki z lodami, po drugie – idealnie zbalansowany smak, który powinien przypaść do gustu zarówno miłośnikom słodkich, jak i tych bardziej wytrawnych deserów. Jako przedstawicielka pierwszej grupy z zasady unikam owocowych deserów, a dla tej leguminy chętnie porzuciłabym kawałek kremowego tortu.

Ślepy Maks