Jemy w Łodzi - restauracje w Łodzi, opinie, recenzje, wydarzenia

Niecały miesiąc do Jemy w Łodzi Food Fest

Niecały miesiąc do Jemy w Łodzi Food Fest

Gdy wy odpoczywacie na wakacjach, ekipa Jemy w Łodzi ostro zasuwa, by zdążyć na czas z pierwszą taką imprezą kulinarną w mieście. Zobaczcie, co się będzie działo we wrześniu!

Z dzieciakami do Vapiano

Z dzieciakami do Vapiano

Wakacje sprzyjają rodzinnym wypadom do restauracji. Pojawia się tylko pytanie, dokąd zabrać dzieci żeby się nie nudziły? Z odpowiedzią przychodzi restauracja Vapiano, w której na najmłodszych...

Bo w pizzy najważniejsze jest ciasto

Bo w pizzy najważniejsze jest ciasto

Jak przygotowuje się prawdziwą włoską pizzę? O tym opowie dziś Antonio Marollo z Essenza Italiana.

You are here:
Today iswtorek,22sierpień,2017

Kulinarna Łódź lat '80

Share

http://miejsca.lodz.gazeta.pl

Trzydzieści lat temu w Łodzi królowały bary mleczne, ale w niedzielę chodziło się też z rodziną do lepszych lokali. Nie było promocji, kuponów rabatowych, a lunche nazywały się obiadami. Były za to obowiązkowe szatnie, talerze z logo Społem i pepsi polskiej produkcji.

Wszystko było prostsze 30 lat temu. Wybór restauracji ograniczał się do kilkunastu, a nie do kilkuset lokali, w menu królowały zaś kotlety schabowe, medaliony z ananasem i rosół. Mnie kusiły te medaliony, ale jeszcze bardziej jedyna okazja do wypicia pepsi-coli oraz pochłonięcia lodowego deseru z niebywale finezyjnym dekorem w postaci waflowej rurki i dodatkiem brzoskwini z puszki.

 http://www.buero-schwimmer.de

 

Jako uczennica klasy I a sadziłam róże pod restauracją Europa (pisały nawet o tym lokalne media!), a z rodzicami odwiedzałam wnętrze tegoż kulinarnego przybytku. Na parterze szatnia (tak, szatnie były wówczas obowiązkowe i płatne i nikomu nie przyszłoby do głowy wieszać kurtek na oparciu krzesła), a na górze wielka sala. Wielka, ponieważ poza stolikami obejmowała również parkiet taneczny ze srebrną kulą, który to niejedną imprezę sylwestrową czy też bal Izby Rzemiosła widział. Wybaczcie, kulinarnie nie pamiętam zbyt wiele, ale mam przed oczami jeszcze obraz kelnerki z bloczkiem do zapisywania zamówień, który trzymała w kieszonce małej nylonowej zapaski wykończonej stylową koronką.

Jeszcze bardziej wykwintnie było w restauracji Nad Łódką (obecnie Cud Miód). Mam w domu specyfikację z przyjęcia organizowanego w 1984 r., a w niej między innymi: vinigret z drobiu, jajko garni w polędwicy, gęś w maladze, szampan Żarea, cytroneta czy lody Bajka – całość na kwotę ponad 70 tys. zł. Ja z przyjęcia bardziej pamiętam chowanie się pod stołem.

http://galeriamiastalodzi.blox.pl

Były medaliony, ale była też w Łodzi kuchnia orientalna. Najpierw Shanghai na rogu ulicy Nawrot i Dowborczyków, potem Złota Kaczka przy ul. Piotrkowskiej 79. W pierwszej wystrój był zwyczajny, ale i tak wrażenie robiły orientalne przyprawy, dodatki i ryż, który nie miał nic wspólnego z domową rozgotowaną papką. A w Złotej Kaczce było tak pięknie – było czerwono i złoto, była stosowna zastawa, kręcący się stół, a do tego wszystkiego były pałeczki. Zawsze chciałam nimi jeść, ale jednak wstyd podpowiadał sięgnięcie po zwykłe sztućce.

Poza chińszczyzną była też kuchnia węgierska i włoska. Mowa tu o Peszcie (obecnie salon optyczny Vision Express) i o wciąż funkcjonującej pizzerii Papa Lolo. Chyba wówczas bliżej było nam do węgierskich bratanków niż włoskich kapitalistów – gulasz był jakby bardziej autentyczny niż gruba pizza z zielonym groszkiem. Nie zmienia to faktu, że drożdżowa buła dzieciom bardzo smakowała, a drewniane przepierzenia były bardzo przydatne podczas zabawy w chowanego (coś mam z tym chowaniem …).

http://www.papalolo.pl

Poza restauracjami pamiętam również kawiarnie, ale nim poświęcony będzie już następny tekst. Czekamy również na wasze wspomnienia kulinarnej historii Łodzi.