Jemy w Łodzi - restauracje w Łodzi, opinie, recenzje, wydarzenia

Warsztaty fotografii kulinarnej

Warsztaty fotografii kulinarnej

Po raz kolejny mamy przyjemność zaprosić was na warsztaty organizowane przez Jemy w Łodzi. Tym razem fotografii kulinarnej będziemy się uczyć pod okiem Magdy z bloga Dare to Cook.

Sushi Kushi teraz także stacjonarnie

Sushi Kushi teraz także stacjonarnie

Po blisko dwóch latach działalności Sushi Kushi zmieniło zasady gry i oprócz dostaw sushi do klienta postawiło także na klasyczne lokale.

Nowe menu w Lokalu

Nowe menu w Lokalu

Tydzień temu w Lokalu wystartowało nowe, jesienne menu. Sprawdźcie co przygotowała dla was szefowa kuchni – Marta Edmunds.

You are here:
Today ispiątek,19grudzień,2014

Kulinarna Łódź lat '80

Share

http://miejsca.lodz.gazeta.pl

Trzydzieści lat temu w Łodzi królowały bary mleczne, ale w niedzielę chodziło się też z rodziną do lepszych lokali. Nie było promocji, kuponów rabatowych, a lunche nazywały się obiadami. Były za to obowiązkowe szatnie, talerze z logo Społem i pepsi polskiej produkcji.

Wszystko było prostsze 30 lat temu. Wybór restauracji ograniczał się do kilkunastu, a nie do kilkuset lokali, w menu królowały zaś kotlety schabowe, medaliony z ananasem i rosół. Mnie kusiły te medaliony, ale jeszcze bardziej jedyna okazja do wypicia pepsi-coli oraz pochłonięcia lodowego deseru z niebywale finezyjnym dekorem w postaci waflowej rurki i dodatkiem brzoskwini z puszki.

 http://www.buero-schwimmer.de

 

Jako uczennica klasy I a sadziłam róże pod restauracją Europa (pisały nawet o tym lokalne media!), a z rodzicami odwiedzałam wnętrze tegoż kulinarnego przybytku. Na parterze szatnia (tak, szatnie były wówczas obowiązkowe i płatne i nikomu nie przyszłoby do głowy wieszać kurtek na oparciu krzesła), a na górze wielka sala. Wielka, ponieważ poza stolikami obejmowała również parkiet taneczny ze srebrną kulą, który to niejedną imprezę sylwestrową czy też bal Izby Rzemiosła widział. Wybaczcie, kulinarnie nie pamiętam zbyt wiele, ale mam przed oczami jeszcze obraz kelnerki z bloczkiem do zapisywania zamówień, który trzymała w kieszonce małej nylonowej zapaski wykończonej stylową koronką.

Jeszcze bardziej wykwintnie było w restauracji Nad Łódką (obecnie Cud Miód). Mam w domu specyfikację z przyjęcia organizowanego w 1984 r., a w niej między innymi: vinigret z drobiu, jajko garni w polędwicy, gęś w maladze, szampan Żarea, cytroneta czy lody Bajka – całość na kwotę ponad 70 tys. zł. Ja z przyjęcia bardziej pamiętam chowanie się pod stołem.

http://galeriamiastalodzi.blox.pl

Były medaliony, ale była też w Łodzi kuchnia orientalna. Najpierw Shanghai na rogu ulicy Nawrot i Dowborczyków, potem Złota Kaczka przy ul. Piotrkowskiej 79. W pierwszej wystrój był zwyczajny, ale i tak wrażenie robiły orientalne przyprawy, dodatki i ryż, który nie miał nic wspólnego z domową rozgotowaną papką. A w Złotej Kaczce było tak pięknie – było czerwono i złoto, była stosowna zastawa, kręcący się stół, a do tego wszystkiego były pałeczki. Zawsze chciałam nimi jeść, ale jednak wstyd podpowiadał sięgnięcie po zwykłe sztućce.

Poza chińszczyzną była też kuchnia węgierska i włoska. Mowa tu o Peszcie (obecnie salon optyczny Vision Express) i o wciąż funkcjonującej pizzerii Papa Lolo. Chyba wówczas bliżej było nam do węgierskich bratanków niż włoskich kapitalistów – gulasz był jakby bardziej autentyczny niż gruba pizza z zielonym groszkiem. Nie zmienia to faktu, że drożdżowa buła dzieciom bardzo smakowała, a drewniane przepierzenia były bardzo przydatne podczas zabawy w chowanego (coś mam z tym chowaniem …).

http://www.papalolo.pl

Poza restauracjami pamiętam również kawiarnie, ale nim poświęcony będzie już następny tekst. Czekamy również na wasze wspomnienia kulinarnej historii Łodzi.