Jemy w Łodzi - restauracje w Łodzi, opinie, recenzje, wydarzenia

Jan Sander – miejsce na dużą imprezę, ale również codzienną wizytę w restauracji

Jan Sander – miejsce na dużą imprezę, ale również codzienną wizytę w restauracji

Nie raz pytaliście, czy znamy w okolicach Łodzi salę na kilkaset osób. Jedną z nielicznych jest Jan Sander położony na obrzeżach Aleksandrowa Łódzkiego.

Wielkie Święto Pizzy – w czwartek zaczynamy ucztowanie

Wielkie Święto Pizzy – w czwartek zaczynamy ucztowanie

Uwaga, uwaga – gotowi na wielką ucztę? Przez dziesięć dni w Łodzi będzie rządziła pizza. Poznajcie restauracje, które przygotowały super specjalności na nasz festiwal.

Ponad 50 knajp otwartych w 2016 – sprawdź, w ilu z nich byłeś

Ponad 50 knajp otwartych w 2016 – sprawdź, w ilu z nich byłeś

Kulinarna zabawa na dobre otwarcie nowego roku - rozwiąż test łódzkiego foodie.

You are here:
Today isponiedziałek,27luty,2017

Kulinarna Łódź lat '80

Share

http://miejsca.lodz.gazeta.pl

Trzydzieści lat temu w Łodzi królowały bary mleczne, ale w niedzielę chodziło się też z rodziną do lepszych lokali. Nie było promocji, kuponów rabatowych, a lunche nazywały się obiadami. Były za to obowiązkowe szatnie, talerze z logo Społem i pepsi polskiej produkcji.

Wszystko było prostsze 30 lat temu. Wybór restauracji ograniczał się do kilkunastu, a nie do kilkuset lokali, w menu królowały zaś kotlety schabowe, medaliony z ananasem i rosół. Mnie kusiły te medaliony, ale jeszcze bardziej jedyna okazja do wypicia pepsi-coli oraz pochłonięcia lodowego deseru z niebywale finezyjnym dekorem w postaci waflowej rurki i dodatkiem brzoskwini z puszki.

 http://www.buero-schwimmer.de

 

Jako uczennica klasy I a sadziłam róże pod restauracją Europa (pisały nawet o tym lokalne media!), a z rodzicami odwiedzałam wnętrze tegoż kulinarnego przybytku. Na parterze szatnia (tak, szatnie były wówczas obowiązkowe i płatne i nikomu nie przyszłoby do głowy wieszać kurtek na oparciu krzesła), a na górze wielka sala. Wielka, ponieważ poza stolikami obejmowała również parkiet taneczny ze srebrną kulą, który to niejedną imprezę sylwestrową czy też bal Izby Rzemiosła widział. Wybaczcie, kulinarnie nie pamiętam zbyt wiele, ale mam przed oczami jeszcze obraz kelnerki z bloczkiem do zapisywania zamówień, który trzymała w kieszonce małej nylonowej zapaski wykończonej stylową koronką.

Jeszcze bardziej wykwintnie było w restauracji Nad Łódką (obecnie Cud Miód). Mam w domu specyfikację z przyjęcia organizowanego w 1984 r., a w niej między innymi: vinigret z drobiu, jajko garni w polędwicy, gęś w maladze, szampan Żarea, cytroneta czy lody Bajka – całość na kwotę ponad 70 tys. zł. Ja z przyjęcia bardziej pamiętam chowanie się pod stołem.

http://galeriamiastalodzi.blox.pl

Były medaliony, ale była też w Łodzi kuchnia orientalna. Najpierw Shanghai na rogu ulicy Nawrot i Dowborczyków, potem Złota Kaczka przy ul. Piotrkowskiej 79. W pierwszej wystrój był zwyczajny, ale i tak wrażenie robiły orientalne przyprawy, dodatki i ryż, który nie miał nic wspólnego z domową rozgotowaną papką. A w Złotej Kaczce było tak pięknie – było czerwono i złoto, była stosowna zastawa, kręcący się stół, a do tego wszystkiego były pałeczki. Zawsze chciałam nimi jeść, ale jednak wstyd podpowiadał sięgnięcie po zwykłe sztućce.

Poza chińszczyzną była też kuchnia węgierska i włoska. Mowa tu o Peszcie (obecnie salon optyczny Vision Express) i o wciąż funkcjonującej pizzerii Papa Lolo. Chyba wówczas bliżej było nam do węgierskich bratanków niż włoskich kapitalistów – gulasz był jakby bardziej autentyczny niż gruba pizza z zielonym groszkiem. Nie zmienia to faktu, że drożdżowa buła dzieciom bardzo smakowała, a drewniane przepierzenia były bardzo przydatne podczas zabawy w chowanego (coś mam z tym chowaniem …).

http://www.papalolo.pl

Poza restauracjami pamiętam również kawiarnie, ale nim poświęcony będzie już następny tekst. Czekamy również na wasze wspomnienia kulinarnej historii Łodzi.