Jemy w Łodzi - restauracje w Łodzi, opinie, recenzje, wydarzenia

You are here:
Today isniedziela,24czerwiec,2018

Kamienica nr 6 – piękny lokal ze świetnym jedzeniem

Share

Kamienica nr 6

W nowo otwartej restauracji jest elegancko, ale nie onieśmielająco. Jest kuchnia na wysokim poziomie, a równocześnie prosta, bazująca na jakościowym produkcie.

Po trzech latach przygotowań ruszyła kuchnia restauracji Kamienica nr 6 w Aleksandrowie Łódzkim (Plac Kościuszki 6). Odwiedziłam ją wczoraj i na pewno jeszcze wrócę. To miejsce robi wrażenie! Najbardziej cenię jakość i dopracowanie najdrobniejszych detali – dotyczy to zarówno menu, jak wystroju, zaplecza czy znajdujących się na piętrze sal i pokoi gościnnych.

Kamienica nr 6

Na żywo potwierdziło się wszystko, o czym pisałam w pierwszym artykule. W Kamienicy jest elegancko, ale równocześnie przytulnie i niezobowiązująco. Jest piękna zastawa, ale nie ma tu obrusów, obsługa jest profesjonalna (dziewczyny znały najdrobniejszy detal każdego dania!), a równocześnie skraca dystans i zachowuje się na luzie. Co rzuca się w oczy, to spójność całego konceptu. Są wygodne, robione na zamówienie meble, materiały, które ciekawie przełamują przestrzeń (np. płytki o różnej strukturze gdzieniegdzie zdobiące ściany) czy dopełniające całości oświetlenie i zieleń. No i oczywiście niezwykła piwnica.

Kamienica nr 6

Przed remontem w tym miejscu znajdował się bunkier. Teraz mamy tu kameralną salę VIP z bezpośrednim dostępem do winiarni. Jednej z największych w Polsce. W klimatyzowanym pomieszczeniu zaprezentowanych jest około 150 różnych win z całego świata (można ich skosztować na miejscu, ale również kupić i zabrać ze sobą). Nad tym klimatycznym miejscem (jak i nad pairingiem alkoholi z jedzeniem czy szkoleniem obsługi) czuwa znany sommelier Przemysław Kowalski.

Kamienica nr 6

Wiemy, kto odpowiada za wina, czas przedstawić szefa kuchni Kamienicy nr 6. Kolejne znane nazwisko - Przemysław Wieloch od początku tworzył restaurację w Aleksandrowie. To on nadzorował projekt kuchni (można ją podejrzeć przez małe okienko na sali, a jest co podglądać), wybierał zastawę, wyszukiwał lokalnych dostawców i oczywiście komponował menu. Co jest dla niego najważniejsze? Produkt. Kilka miesięcy poświęcił na testowanie regionalnych, godnych uwagi dobrodziejstw. Nie sposób wymienić całej listy – to między innymi 50.letni zakwas do chleba z Szadku, zagrodowe kurczaki spod Łasku, ryby z Bełdowa, śmietana z Czarnocina czy kozie sery spod Jeziorska. Wszystko naturalne, dostarczane przez ludzi z wiedzą i pasją.

Kamienica nr 6

Ważne jest pochodzenie, ale też sezonowość, dlatego karta będzie zmieniana raz w miesiącu. Menu także jest spójne z ogólną koncepcją – ma być elegancko, ale jednocześnie prosto i bezpretensjonalnie. Potwierdzam – tak właśnie jest! Dzięki temu tutejsza kuchnia powinna przypaść do gustu zarówno osobom, które są na początku drogi odkrywania niuansów dobrego gotowania, jak i tych, którzy docenią jakość produktów, technikę przygotowania czy ciekawy dobór dodatków.

Kamienica nr 6

Na początku gości wita chleb własnego wypieku oraz własnej produkcji masło i smalec. Trudno się oprzeć chrupiącej skórce, ale oszczędzajcie siły. Na stole pojawia się król przystawek – tatar. Idealny (postaram się nie nadużywać tego słowa) – jakościowe mięso doprawione w punkt z dodatkami, które go urozmaicają, ale nie dominują nad daniem (na uwagę zasługuje przede wszystkim sos z gotowanych żółtek i marynowane rydze). Kto każdy zajada się surowym mięsem (nie rozumiemJ), ma do wyboru między innymi gotowanego sandacza lub sałatkę z indykiem. Ta druga brzmi banalnie, ale diabeł tkwi w szczegółach – w tym przypadku w cytrusowej marynacie do mięsa, dodatku sera bursztyn i w sosie z lekko wyczuwalną nutą sardeli.

Kamienica nr 6

Wśród zup nie mogło być bardziej sezonowo. Spróbowałam botwiny z jajkiem przepiórczym i pieczonym boczkiem (nietypowo przygotowana jest w kremowej formie z wyspą ziemniaczanego puree) oraz kremu z białych szparagów z knelkami ze szczupaka. Obydwie bardzo dobre, ale gdybym miała wskazać jedną, bez wahania postawiłabym na szparagi. Jedwabiście gładki i subtelny w smaku, a w dodatku te knelki. To kluseczki ze zmielonej ryby z dodatkiem masła i mąki (tej ostatniej była mikroskopijna ilość, na pewno zaś nie szczędzono na maśleJ). One również są delikatne, dzięki czemu doskonale zbalansowały się z kremem.    

Kamienica nr 6

Czas na dania główne, z kaczką w roli głównej, która skradła moje serce. Wszystko tak jak powinno być - wyjątkowo miękkie, soczyste i różowe mięso, przypieczona skórka, a do tego jeszcze obłędny krokiet. To czarne z cynamonowym niuansem w chrupiącej panierce panko. Genialne w prostocie. Do tego świetnie skomponowany sos porzeczkowy i sezonowe młode buraczki – brawo. A jeśli wolicie rybę, to nie wahajcie się sięgnąć po równie soczystego, delikatnego dorsza. Tu również byłam bardzo pozytywnie zaskoczona dodatkami. Nie jestem wielką fanką gotowanego pora, ale tego palonego nie mogłam przestać jeść. Moje przygody z polentą również bywały nieudane, ta na szczęście była dobrze doprawiona, a następnie lekko przypieczona, całości dopełnił zaś chips z palonego rosołu i winny sos szczypiorkowy. Zostawcie miejsce na deser, w szczególności truskawkowe trio (nie to, że chętnie nie zjadłabym znowu tarty). Monoporcja z truskawkowym musem, lody jogurtowe na tatarze truskawkowym i mini ciasteczko – pomimo deszczu za oknem na talerzu zagościło piękne lato.

Kamienica nr 6

Zapewne zapytacie o ceny. Tatar kosztuje tu 29 zł, zupy między 18 a 20 zł, kaczka 49 zł, a dorsz 54 zł. W tygodniu możecie tu też wpaść na tańszy lunch. Do końca maja trzydaniowy zestaw kosztuje 24 zł. Od czerwca lunchowa formuła zostanie zmieniona. Każdy tydzień przywita gości nowym menu, z którego będzie można wybrać jedno danie lub sety składające się z 2,3 lub 4 pozycji. Ceny zestawów będą się wahały w przedziale 24-46 zł.