B.B.Kings, czyli wypasione mięsa z gigantycznego smokera

Share

Fot. B.B.Kings

Chyba można już zaryzykować stwierdzeniem, że Łódź pokochała food trucki. Przed wami kolejny – bardzo, bardzo nietypowy.


Pisałyśmy już o Bystro, Pizza Truck, Krovie, Mobilnej Gastromachinie i Street Menu. Choć od tego ostatniego zaczęłyśmy, premierę będzie miał właśnie dziś. Liczymy, że pogoda się poprawi, Silent Disco w OFF-ie się odbędzie, a goście Street Menu pierwszy raz spróbują wypasionych empanadas. Co więcej, od dziś na naszej stronie znajdziecie zakładkę poświęconą mobilnej gastronomii, a wraz z końcem wakacji pokusimy się może nawet o plebiscyt łódzkich samochodów z jedzeniem. Dziś też przeczytacie o kolejnym niezwykłym koncepcie jakim jest B.B.Kings.

Fot. B.B.Kings

B.B.Kings to bardziej mobilna gastronomia, niż typowy food truck, ale za to jaka gastronomia! Na imprezie nikt nie przechodzi obojętnie obok starego Jeepa Cherokee, który ciągnie za sobą potężnego smokera. Ten wywołuje bardzo różne skojarzenia, od lokomotywy, poprzez destylarnię, aż na krematorium kończąc. Faktycznie półtoratonowa przyczepa łączy w sobie funkcję grilla, barbecue i wędzarni (częściowo jest opalana węglem, częściowo drewnem).

Fot. B.B.Kings

Jak można się domyślać, na rusztach króluje mięso. B.B.Kings nie ma stałego menu. Zależnie od charakteru imprezy w ofercie pojawiają się hamburgery, kanapki z żeberkami lub Pulled Pork, steki T-Bone i karkówka, wędzone ryby czy sery, a nawet pieczone prosiaki i grillowany miecznik. Wrażenie robi nie tylko smoker, ale również receptury dań. Rzadko które przygotowywane są krócej niż 5 dni. Zanim mięso trafi na ruszt jest specjalnie mecerowane, podwędzane czy duszone. Jego najlepszą rekomendacją mogą opinie miłośników, którzy są w stanie przejechać dziesiątki kilometrów, by trafić do miejsca, w którym obecnie stacjonuje B.B.Kings.

Fot. B.B.Kings

Skąd pomysł? Po części z rajdów off-road. Biorący w nich udział twórcy B.B.Kings nie raz narzekali na cateringowe problemy na trasie. Zazwyczaj jedzenie nie docierało do odległych miejsc w ogóle, a jeśli już nawet udało się komuś dojechać, prawie zawsze zakopywał się w trudnych warunkach przeznaczonych dla mocnych wozów terenowych. Dzięki odpowiednim przeróbkom samochodu i przyczepy B.B.Kings dojadą wszędzie (dysponują też stołami, ławami czy zadaszeniem). Z czasem okazało się jednak, że dymiąca lokomotywa robi taką furorę, że częściej niż na rajdach można ją spotkać na plenerowych imprezach w całej Polsce. Z tego powodu tak rzadko widzimy ją w rodzinnym mieście, a szkoda – to nie tylko prawdziwa uczta dla mięsożerców, ale również świetna atrakcja.
P.S. – Panowie, idealnie prezentujecie się za dymiącymi grillami!

Fot. B.B.Kings