Jemy w Łodzi - restauracje w Łodzi, opinie, recenzje, wydarzenia

You are here:
Today isponiedziałek,24wrzesień,2018

La Strada – recenzja

Share

La Strada

Domowe makarony, nieco przypalona cukinia i nóż z widelcem do deseru, czyli z wizytą we włoskiej kuchni.

Recenzje standardowo zaczynam od wystroju. Tu dam sobie spokój z dwóch powodów: La Strada wygląda raczej jak pizzeria, w której dominują proste stoliki, poza tym z uwagi na piękną pogodę siedziałyśmy z koleżanką w ogródku. Zdecydowałyśmy się na chłodnik z cukinii z letniej promocji, makaron w sosie śmietanowym z grzybami leśnymi, makaron z podsmażaną cukinią i bakłażanem oraz desery – panna cottę i parfait.

Restauracja szczyci się makaronami własnej produkcji – faktycznie są inne i mnie smakują, kojarzą mi się nieco w domowymi wyrobami mojej babci (nie była wprawdzie Włoszką, ale za to świetnie gotowała). W obydwu przypadkach zdecydowałyśmy się na tagliatelle. Śmietanowy z grzybami był wyjątkowo dobry, sos na bazie oliwy też miał potencjał, ale zabito go przypaloną cukinią. Całkiem przyzwoity był też chłodnik, dobry pomysł na obecne upały. Desery miały natomiast problemy z konsystencją. Panna cotta prawie przelewała się przez łyżeczkę, za to do parfait dostałyśmy widelec z nożem – okazało się, że jak najbardziej słusznie. Jego dolną warstwę stanowiły zmrożone na kamień maliny, które od doznań smakowych bardziej powodowały ból zębów.

Jeśli jedzenie w miarę się obroniło, trudno to samo powiedzieć o obsłudze. Standard w łódzkiej gastronomii (szczególnie w wakacje): brak zaangażowania i wiedzy, zarówno dotyczącej zasad obsługi, jak i znajomości karty. Ponieważ koleżanka była głodna, poprosiłyśmy, by w tym samym czasie podać moją zupę i jej makaron. W efekcie wszystkie trzy dania dostałyśmy równocześnie, bo „kuchnia się wyrobiła”. Kelnerka nie za bardzo przejęła się moim dylematem, czy zacząć od zupy i jeść zimny makaron, czy odwrotnie (na szczęście był to chłodnik). Problemów (i gościom i obsłudze) może też przysparzać parfait, które jest tłumaczeniem dla semifreddo zuccotto, więc nazywane jest przez obsługę „tym ostatnim” z racji umiejscowienia w karcie.

Podsumowując. Karta z prostymi propozycjami kuchni włoskiej, za którymi idą atrakcyjne ceny (nasz rachunek z napojami wyniósł niewiele ponad 60 zł), czyli coś w sam raz na lunch bez zobowiązań. Dania serwowane są w dwóch wielkościach  (super pomysł!), dzięki czemu jedni mogą nieco zaoszczędzić, a inni nie muszą ograniczać się do zamówienia jednej pozycji z karty (duża porcja makaronu jest dla pań wręcz gigantyczna). Warto popracować nad szczegółami, bo w końcu w nich tkwi diabeł. Podobno dobrze smakuje tu pizza – skusimy się następnym razem.