Jemy w Łodzi - restauracje w Łodzi, opinie, recenzje, wydarzenia

You are here:
Today isśroda,12grudzień,2018

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Share

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Kilka dni temu wybrałyśmy się na komentowaną kolację degustacyjną do Fatamorgany. Zjadłyśmy mnóstwo pysznych rzeczy, wypiłyśmy sporo świetnego wina, a dzisiaj spróbujemy przekonać was, dlaczego warto chodzić na podobne degustacje. A argumenty mamy mocne.

Nie zliczę chyba, ile razy pisałam na tej stronie, że uwielbiam kolacje i menu degustacyjne. Żeby poznać restaurację oraz umiejętności szefa kuchni, dobrze jest spróbować jak największej liczby dań. Podczas jednej wizyty jest to właściwie niewykonalne, bo po przystawce i daniu głównym nie mam już nawet siły na deser. Menu degustacyjne ma też nieocenioną zaletę, że pozwala spróbować niewielkich porcji kilku dań ze wszystkich kategorii w menu i wyrobić sobie opinię na temat każdego z nich. Poza tym jest to po prostu uczta. Dania wjeżdżają na stół jedno po drugim, można jeść i jeść i jeść i jeszcze trochę jeść. Jeśli do tego podawane jest jeszcze wino, to moja definicja wieczoru idealnego zostaje wypełniona.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Dokładnie tak było na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie, na którą wybrałyśmy się w miniony piątek. Takie wydarzenia odbywają się tu regularnie – czasami są to okazjonalne menu degustacyjne, jak to, które dostępne będzie w najbliższy weekend z okazji Dnia Matki, a czasami komentowane spotkania tematyczne przy jedzeniu i winie. Często organizowane są we współpracy z wine barem Dwa przez Cztery i zaproszonymi do wspólnego gotowania szefami kuchni z innych łódzkich restauracji. Kolację, w której wzięłyśmy udział przygotował zespół Fatamorgany z Bartkiem Pagaczem i Grzegorzem Batógiem na czele razem z Enrico Monti z Ristorante Mare e Monti. O dobór win zadbało Dwa przez Cztery, a opowiedziała o nich cudowna Magda Fiedorczuk.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Kolacja odbyła się pod hasłem „Z ziemi włoskiej do Polski”, co (jak nietrudno się domyślić) oznacza, że wszystkie dania łączyły w sobie włoski klimat z polskimi akcentami. A dań było dużo – na stole pojawiło się ich łącznie dziewięć – przystawek, dań głównych i deserów. Do tego pyszne wina i naprawdę świetna atmosfera. Jeśli znacie ekipę Fatamorgany, to możecie się domyślać, że było jednocześnie profesjonalnie, niekrępująco i naprawdę wesoło. Z takiej kolacji po prostu nie chce się wychodzić.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Ale przejdźmy do jedzenia. Postaram się nie zanudzić was szczegółowymi opisami wszystkich dziewięciu dań, chociaż właściwie każde zasługuje na komplementy. Przede wszystkim cała kolacja była bardzo spójna i naprawdę pyszna. Kuchnię włoską z polską łączyć można na wiele sposobów, ale ten zaproponowany podczas kolacji w Fatamorganie idealnie przypadł mi do gustu. Wykorzystano zarówno składniki typowe dla obu tych kuchni, jak i techniki i sposoby ich przygotowania. Szefowie kuchni kreatywnie je ze sobą łączyli, by podać ciekawe, świetnie skomponowane dania.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Moje podniebienie skradła już pierwsza przystawka. Zabawny balonik z mozzarelli wypełniony pomidorową esencją podany na domowej bagietce był ciekawą i pyszną wariacją na temat klasycznej sałatki caprese. Nie mam pojęcia, jak dmucha się balony z mozzarelli i wypełnia je sosem, a lubię przy restauracyjnym stole zaskoczenia i niespodzianki. Zwłaszcza, jeśli świetnie smakują i nie są przerostem formy nad treścią.

Później dwie ryby. A musicie wiedzieć, że ryby są specjalnością Bartka Pagacza i jeśli je lubicie, to koniecznie spróbujcie ich w wydaniu tego szefa kuchni – jego pstrąga w pomarańczowym sosie do dzisiaj wspominam z łezką w oku, a jadłam go dobre dwa lata temu. Tym razem zjadłyśmy natomiast makrelę podaną z puree z bakłażana i rzepą marnowaną w doku z buraków (rewelacja) oraz sandacza z zabaglione z homara, szparagami i jednymi z najpyszniejszych gnocchi, jakie w życiu jadłam. Miękkie, ale nie rozgotowane, tylko elastyczne, puszyste i po prostu pyszne. W obu daniach to ryba grała pierwsze skrzypce, ale dodatki idealnie podbijały jej smak.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Kolejnym daniem, które mnie oczarowało było cannelloni z sosem bolońskim usmażone w panierce na chrupko, podane na kozim sosie beszamolowym z sorbetem… z cebuli. Super klasyczne połączenie smaków przeniesione do innego wymiaru poprzez połączenie ciepłego z zimnych i chrupiącego z gładkim. Dla mnie to była definicja comfort food, które chętnie jadłabym łyżkami w ciężki, niedzielny poranek po intensywnym weekendzie.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Zjadłyśmy też pyszne ravioli z czymś, co nazwałabym zdekonstruowaną carbonarą. Chociaż organicznie nie cierpię tego określenia. Dekonstruowanie w kuchni kojarzy mi się z pretensjonalnymi daniami, na których smak kucharz nie miał pomysłu, więc podał je w udziwniony sposób. Tutaj chodziło o coś zupełnie innego. Ravioli wypełnione było płynnym żółtkiem jajka (Jak?! Jak, pytam?!), a podane zostało z „sosem” z cebuli i guanciale. Całość w smaku przypominała carbonarę, tylko taką zabawną i podkręconą, której każdy kęs po prostu cieszy.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Po części, nazwijmy ją, wytrawnej, podane zostało intermezzo – sorbet z melona i ogórka z taką też salsą. Pyszne, odświeżające i orzeźwiające, ale nadal nie przebiło sorbetu z grejpfruta z kolendrą, który zjadłyśmy w Fatamorganie podczas Restaurant Week. Trafił on właśnie do menu restauracji, więc jeśli będziecie mieli okazję, to spróbujcie go koniecznie. Na koniec dwa desery – arancini, czyli ryżowa kulka z rabarbarem oraz mus z mascarpone podany z cygaretkowym „wafelkiem” i świeżymi owocami. Ten mus… idealny akcent na koniec świetnej kolacji. A przy okazji również tego tekstu, który i tak wyszedł już skandalicznie długi.

Jeśli doczytaliście do tego miejsca, to mam nadzieję, że nie muszę dłużej was przekonywać, że na kolacje degustacyjne chodzić warto. Przynajmniej do Fatamorgany.