fbpx

Fot: Tango Steakhouse

Mamy dobrą wiadomość dla wszystkich mięsożerców. Od miesiąca przy Traugutta 14 działa Tango – steakhouse z prawdziwego zdarzenia. Szefem kuchni jest tu rodowity Argentyńczyk Franco Cambareri.

Bordowe ściany, meble z ciemnego drewna, a na ścianach – tematyczne obrazy o tangu. Nie ma wątpliwości, że jesteśmy w miejscu związanym z Argentyną.
Tango założyło małżeństwo polsko-argentyńskie: Kasia i Franco Cambareri. Po kilku latach spędzonych w Buenos Aires postanowili wrócić do Polski i jednym z pomysłów na nowe życie była właśnie restauracja. Szukali lokalu na uboczu, by stworzyć kameralną stekownię, gdzie mogliby rozmawiać z gośćmi, serwować steki i dobierać do nich najlepsze wino. Wybór padł na lokal w kamienicy przy rogu Traugutta i Sienkiewicza. Wcześniej były tu m.in. obiady domowe, pizzeria, a ostatnio – wegańska restauracja „W Te Pędy”.

Fot: Tango Steakhouse

Jak mówią właściciele, w swojej restauracji chcą przybliżyć łodzianom niezwykły specjał, czyli wołowinę argentyńską. Na czym polega jej wyjątkowość? Tamtejsze krowy przez 365 dni w roku przebywają na pampie (argentyńskiej nizinie) po której leniwie przechadzają się, żując świeżą trawę. Dzięki temu nie mają zbyt rozbudowanych mięśni, a steki są kruche i delikatne.
Niestety, steki z argentyńskiej wołowiny nie są tanie. W Tangu serwowane są w dwóch gramaturach: po 200 i po 300 gramów. Argentyński antrykot kosztuje odpowiednio 57 i 80 zł, rostbef – 63 i 95 zł, polędwica – 96 i 144 zł. Jest też opcja tańsza na bazie polskiej wołowiny: T-bone za 79 zł, antrykot za 45 zł i złotówkę droższy rostbef. Mięsa serwowane są w zestawie grillowanymi ziemniakami i surówką. Ciekawą opcją jest Parillada, czyli specjalny grill, na którym serwowane są cztery rodzaje mięs. Porcja (1200 g/219 zł) przeznaczona jest dla 3-4 osób. Mięso smaży osobiście Franco i jeśli klient nie życzy sobie inaczej, jest ono średniowysmażone.

Fot: Tango Steakhouse

Do tak wykwintnego mięsa, warto zamówić wino, zwłaszcza, że to w Tangu pochodzi od dystrybutora, który jest…a jakże! Argentyńczykiem! Niektóre z nich są dostępne wyłącznie w Tangu. Jak mówi szef Cambareri, Argentyńczycy piją do steków czerwone wino malbec, ale nie oznacza to, że to jedyny szczep dostępny w restauracji. W karcie jest 10 win czerwonych, a jeśli ktoś ma ochotę na białe – może wybrać jedno z 4 rodzajów, a właściciel nie potraktuje tego jako plamy na honorze. Ceny win zaczynają się od 12 zł za kieliszek i 60 zł za butelkę. Najdroższe jest argentyńskie wino Dominio del Plata Brioso – kosztuje 221 zł za butelkę.

Fot: Tango Steakhouse

Pomysłodawcy Tanga uznali, że choć promują kuchnię i kulturę gastronomiczną Argentyny, biorą pod uwagę również polskie gusta, stąd chociażby białe wina czy…herbata, której w Argentynie się nie pija. Chociaż w jednej kwestii nie mogli dojść do porozumienia: Kasia chciała wprowadzić do menu zupy, jej mąż przekonywał, że to szalony pomysł, bo w Argentynie nie ma kultury jedzenia zup. A wręcz są uważane za coś tak niedobrego, że straszy się nimi dzieci, gdy są niegrzeczne. Właściciele Tanga straszyć nikogo nie chcą, więc zupa, choć początkowo widniała w karcie, już z niej zniknęła.

Czy łodzianie są gotowi na stekownię z prawdziwego zdarzenia? Właściciele są dobrej myśli. Lokal działa dopiero od miesiąca, a już ma stałych klientów. Jak mówią właściciele, Tango to miejsce dla koneserów mięs, ale także dla tych, którzy lubią doświadczać nowych smaków.

Podobne posty

Szukamy dla was fajnych miejscówek na lato, a w ogródku DaVelli z grillem jest jak na wakacjach. ...
Długo Łódź musiała czekać na dobre roślinne sushi, ale już wiemy, że było warto. Uwaga – to nie jest ...
Jeśli w temacie jedzenia na mieście jesteście wśród swoich znajomych kompendium wiedzy, teraz ...