fbpx
Hamra

Z nadchodzącą pierwszą rocznicą wejścia w lock down, patrzymy jak łódzkie restauracje radzą sobie z pandemicznym kryzysem. Wiemy, jak trudno jest na gastronomicznym rynku, dlatego ogromnie podziwiamy tych, którzy mimo wszystko wciąż wymyślają nowe pomysły i strategie, dostosowując swój biznes do tych ekstremalnie trudnych warunków.

W maju zeszłego roku nasza Agata napisała tekst „Fala bankructw czy powrót do normy – jaka będzie gastronomia po pandemii?”, w którym przedstawiła swoją wizję przyszłości. Spokojnie możemy uznać, że przyszłość już nadeszła, a Agata miała sporo racji, pisząc że przetrwają ci najaktywniejsi i najbardziej pomysłowi. Od roku obserwujemy, jak restauracje stają na głowach, zmieniając swój sposób działania. Przykład? Jeszcze w lutym 2020 sporo miejsc w ogóle nie prowadziło dostaw i wynosów – nie było takiej potrzeby, nie było więc opakowań, kierowców, czy odpowiedniej logistyki. Teraz, tak jak np. w Ramenowni, restauracji DOKI, Chacie Wuja Toma, ato ramen czy Centralnej Gastromachinie, widzimy pełną organizację, od dedykowanej strony, po re-aranżację wnętrza. Ten ostatni lokal jest też przykładem szybkiego adaptowania się do nowych warunków. Przypomnijmy, że do tej pory Gastromachina miała swój burgerowy punkt przy ul. Piotrowskiej 89, a dwie bramy dalej, przy ul. Piotrkowskiej 93, znajdowała się Centralna Gastromachina specjalizująca się w grillowanych i wędzonych mięsach. Pandemia wymusiła na nich połączenie dwóch konceptów – a teraz w jednym miejscu zamówicie ich autorskie burgery, wędliny własnej roboty, a nawet mega ciastka i przetwory.

Wprowadzanie zupełnie nowych produktów stało się rzeczywistością również dla innych miejsc. Już podczas pierwszego lockdownu mogliśmy zobaczyć, że lokale rozpoczynają sprzedaż własnych wyrobów, po które do tej pory chodziliśmy do sklepu. Świeże pieczywo z dostawą do domu od Fatamorgany, Cocoart’s, Pop’n’art, Komediowej, czy restauracji Stary Rynek, wędliny wędzone przez DOKI, restaurację U Kretschmera i wspomnianą Gastromachinę, a słodkie i słone przetwory od Drukarni, Piwnicy Łódzkiej, Dzień Dobry Caffe, Falli, Niebostanu, Yellow, Hamry czy Umamitu. Skok w stronę słoików zrobiły również restauracje grupy Bawełna, które stworzyły nową firmę Wekownia. To marka autorskich weków, nad którymi pracują szefowie kuchni wszystkich 4 „bawełnianych” lokali.

W stosunkowo dobrej, o ile można tak w ogóle powiedzieć, pozycji były lokale, których menu fajnie sprawdzało się w dostawach. Gorzej mieli ci, do których zazwyczaj wpadaliśmy na drinka, piwo, albo elegancką kolację. Od roku widzimy więc ciągłe zmiany w menu, tak by gościom zapewnić maksimum smaku w domowych warunkach. Niebostan, za których Bałkańską Potupajką marzymy każdego weekendu, nie tylko uruchomił dostawy, ale również przerzucił się na przygotowywanie wegańskich dań. Studio kulinarne Book&Cook niedawno zaprosiło was na pączki, a do tego regularnie wystawia swoje dania podczas „Spacerów po OFFie”. W Powidoku od niedawna królują autorskie burgery w kilku wydaniach, podobnie jak w Fatamorganie. U Kretschmera stałą kartę zamieniono na taką zmieniającą się co dwa tygodnie, a do tego przygotowano „buły z wąsem”, czyli burgery, focaccie, ciabatty i maślane bułki. Wszystko przyjazne dostawom i łatwe do zjedzenia na kanapie – tak jak pizza, która trafiła m.in. do karty klubokawiarni All Star, Włoszczyzny, czy Angelo.

Kolejna zmiana to wysyp specjalnych ofert. Zaczęło się od wielkanocnych menu, które dla wielu lokali było pierwszą okazją, by odkuć się po zimie – potem pojawiły się autorskie boxy i kolejne okolicznościowe propozycje na dzień kobiet, boże narodzenie, sylwestra czy walentynki. Do tego dorzućmy ogrom miejsc, które na specjalne okazje upieką dla was swoje popisowe ciasta! Sporo miejsc swoje zestawy zostawiło na dłużej. Yellow przygotowuje weekendowe boxy, a do środka pakuje wegańskie przystawki, pasty, zupy i dania główne, co tydzień inne. Hiszpańskie tapasy w postaci dwu- i czteroosobowej Fiesty szykuje Las Tablas, a w zestawach znajdziecie ich bestsellerowe przystawki. Street foodowy box pełen panierowanych owoców morza i warzyw, arancini, ciabatty oraz panzerotti zamówić można w Mare e Monti.

Lokali, które wprowadziły tak niezbędne zmiany jest w Łodzi i okolicach całe mnóstwo – bardzo chciałybyśmy wymienić wszystkie z nich, ale to niestety niemożliwe. Dlatego z tego miejsca chcemy im przekazać, że widzimy ich codzienne trudności i kibicujemy im z całego serca. Was, czytelników Jemy w Łodzi chcemy za to zachęcić do ciągłego wspierania swoich ulubionych miejsc. Bez was nie przetrwają!

Podobne posty

Próchnika 53 – zaledwie 10 minut spacerem od Piotrkowskiej, by zaliczyć kolejne gastro otwarcie w ...
We wrześniu Łódź znowu stanie się kulinarną stolicą Polski. Wspólnie z Łódzkim Centrum Wydarzeń ...
Mają cudowny, zielony ogródek i takie samo wnętrze lokalu. Mają też fajne wypasione frytki, ...