fbpx

Trendy przychodzą i odchodzą, a one wciąż się trzymają – i karmią kolejne pokolenia łodzian. Oto zestawienie najstarszych łódzkich lokali, które na gastro mapie miasta funkcjonują nawet od lat 50.!

Zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądała gastronomiczna scena Łodzi w 40 lat temu? Wielu z was na pewno to pamięta – ale jeśli tak jak ja, rocznik ’94, nie macie na ten temat bladego pojęcia, bo wychowaliście się w świecie pełnym frytek, gofrów i burgerów, to macie okazję, by dowiedzieć się czegoś nowego. Opisane tu lokale działają nieprzerwanie nawet od lat 50., serwując kolejnym pokoleniom łodzian dania kuchni polskiej, włoskiej, a nawet bardziej orientalnej. Zobaczcie, które bary, restauracje i pizzerie mogą pochwalić się ponad 40 latami stażu – i co zmieniło się w nich od czasów otwarcia.

Chata Wuja Toma (ul. Sosnowa 11, Żabiczki k. Konstantynowa Łódzkiego)

W Żabiczkach obok Konstantynowa Łódzkiego, na skraju lasu, znajduje się restauracja Chata Wuja Toma, która swoją działalność rozpoczęła w 1968 roku. To miejsce od lat przyciąga ludzi z całego regionu, chociaż ich jedyną formą reklamy jest polecenie zadowolonych klientów, z których spora część przyjeżdżała tu jeszcze za dzieciaka. Przez 53 lata to miejsce przeszło wielką transformację – do małej sali dobudowano kolejne pomieszczenie dwukrotnie powiększając przestrzeń, urządzono także taras oraz ogród. Niezmiennie jednak Klaudia Maryńczak, która prowadzenie restauracji przejęła po swoich rodzicach, stawia na dobrą polską kuchnię w domowym wydaniu: menu jest pełne klasyków, które bez wahania wybralibyście na niedzielny obiad. Oprócz stałej krótkiej karty, codziennie dostępne jest tu coś innego, w tym przepyszne zestawy lunchowe oraz genialne desery. Od niedawna wyczuć tu można powiew francuskiej elegancji w postaci nowych pozycji, a także rozbudowanej opcji deserowej – a to już zasługa trzeciego pokolenia w Chacie, czyli Maurycego, który fach szlifował w Instytucie Kulinarnym Paula Bocuse w Lyonie.

Chata Wuja Toma

Papa Lolo (ul. Piotrkowska 196)

Róg ulicy Piotrkowskiej i Wigury, a przy nim pizzeria, która nieprzerwanie serwuje pizzę na grubym cieście od 43 lat!  Pomysł na otwarcie lokalu zrodził się podczas podróży do Stanów Zjednoczonych. Stąd właśnie wzięła się pizza na grubym cieście i ówczesny kowbojski wystrój, w nazwie uhonorowano zaś ojca właścicielki, Longinusa. Papa Lolo to pierwsza pizzeria otwarta w Łodzi i najprawdopodobniej trzecia w Polsce, a co najważniejsze – funkcjonująca do dziś. A do tego pierwszy lokal, który jako dziecko odwiedziła nasza Iza! Co ciekawe, nikt nie mówił wtedy, że idzie do Papa Lolo. Pizzeria była czymś tak oryginalnym, że słowo to przejęło funkcję nazwy własnej. Od tamtych czasów znacznie zmienił się wystrój miejsca – nie ma już kultowych drewnianych lóż, czy bujanych drzwi. Chociaż przez lata menu również ewoluowało, a teraz w Papa Lolo zamówicie włoską pizzę na cienkim cieście oraz hity włoskiej i polskiej kuchni, lokal wciąż może was zabrać w podróż do lat 80. Wystarczy zamówić tradycyjną „łódzką” pizzę na grubym drożdżowym cieście!

Może być zdjęciem przedstawiającym pizza i tekst „PIZZERIA PAPA LOLO”
fot. Papa Lolo

Złota Kaczka (ul. Rąbieńska 53)

Otwarta w 1989 r. przy ul. Piotrkowskiej 79 Złota Kaczka była jednym z pierwszych miejsc, które wprowadziły do Łodzi powiew orientu. Wtedy pałeczki, gorące talerze, czy  azjatyckie kompozycje smakowe były czymś totalnie obcym i niespotykanym. Mimo to, lokal momentalnie zyskał grono stałych gości, wychwalających tutejszą kuchnię, nawiązującą do gastronomicznego dziedzictwa Chin – w tym kaczkę po pekińsku, czy kurczaka w sosie pomarańczowym z chilli. W trakcie pierwszych 14 lat działania, restaurację na Pietrynie odwiedzili m.in. Jerzy Stuhr, Edyta Górniak, Kayah, a nawet aktor Robin Williams. Zmiany przyszły w roku 2003, kiedy restauracja zmieniła swoją siedzibę – teraz mieści się przy ul. Rąbieńskiej 53, na terenach Leśnego Jasieńca. Lokal prowadzi już drugie pokolenie, ale wciąż serwowane są tu te same potrawy, które zachwycały gości na samym początku. Jedyna „nowość” – oprócz kuchni chińskiej spróbujecie tu również tradycyjnych polskich dań, których wprowadzenie do karty zbiegło się w czasie z przenosinami do nowej siedziby. Ich malowniczy ogród, obiady na gorącym talerzu oraz pierwszy raz jedzone banany w cieście pamiętam jeszcze z dzieciństwa. Czy i dla Was było to pierwsze zetknięcie z kuchnią orientu?

fot. Złota Kaczka

Jadłodajnia Dietetyczna (ul. Zielona 5/7)

Najstarsze miejsce na liście! W Jadłodajni czas jakby się zatrzymał. Od 1953 roku, kiedy powstała zmieniło się tutaj naprawdę niewiele, a mimo to nic nie wydaje się przestarzałe – raczej sentymentalne. Dietetyczna została otwarta pod patronatem PPS Społem z myślą o ludziach chorych i rekonwalescentach, stąd jej nazwa i specyficzne menu, które inaczej niż wszędzie podzielone jest nie na przystawki, zupy, sałatki i dania główne, a na różne diety: przy nadkwaśności żołądka, niedokwaśności, schorzeniach wątroby czy nerek. Jest też dieta odżywcza pomagająca wrócić do zdrowia – zdrowe, zbilansowane, domowe posiłki z lekkich mięs, ryb, warzyw, owoców i kasz. Wszystkie posiłki przygotowywane są tutaj od zera: nie tylko makarony, kopytka czy pierogi, ale także wszystkie kiszonki oraz oczywiście ciasta, przepyszne pączki i słodkie bułki. O wszystko to dba Stanisław Musiał, który w Dietetycznej gotuje od ponad 30 lat. Obecnie jest szefem kuchni i współwłaścicielem tego miejsca razem z jego kierowniczką, Zofią Kaczmarek, która również pracuje tu od kilku dekad. Pomaga im trzeci wspólnik, syn pani Zofii – Arek. Wspólnie karmili całe pokolenia łodzian, a przy okazji szkolili kucharzy, którzy z Dietetycznej wyruszyli w świat gastronomii. I to się na pewno nie zmieni!

Teofilanka (ul. Traktorowa 96)

Kultowe miejsce nie tylko dla mieszkańców łódzkiego Teofilowa. Bar mleczny Teofilanka działa nieprzerwanie od lat 70.! Przy ul. Traktorowej 96 klimat jest dosłownie taki sam, jak za dawnych lat – potrawy dostępne danego dnia wypisywane są na tablicy, obiady odbiera się z okienka, a konsumpcja odbywa się przy stolikach jak ze szkolnej stołówki. Według stałych gości, których jest tu co niemiara, tutejsze tradycyjne domowe obiady smakują wciąż tak samo, jak 50 lat temu. Klasykiem są domowe pierogi, leniwe kluski z cukrem, zalewajka, krupnik na żołądkach czy racuchy wypiekane na tłusty czwartek – proste, ale pyszne dania, które przypominają te gotowane przez babcię. To zasługa pań na kuchni, które w Teofilance pracują od dekad, nieprzerwanie dbając o świeżość i smak. Co ciekawe, lokal nie ma prawie żadnej internetowej aktywności, nie licząc prostej strony internetowej. Menu dostępne jest tylko na miejscu, a dania trzeba odebrać osobiście – lokal otwarty jest od poniedziałku do piątku, od 8:00 do 17:00. Niech was to jednak nie zrazi! Gdy wpiszecie hasło „teofilanka” na Facebooku, poczytać możecie liczne komentarze wychwalające tutejszą kuchnię zestawione ze wspomnieniami z dzieciństwa. Wizyta w Teofilance to klimatyczna podróż w czasie, i to taka z pysznym finiszem.

Daria

Podobne posty

Na to otwarcie czekałyśmy długo i niecierpliwie. Od kilku dni możemy już odwiedzać Phở by Lilly Tran ...
Drugi Montag przy Piotrkowskiej Choć nowy Montag przy Piotrkowskiej 111 działa już od jakiegoś ...
Wiosenna edycja Restaurant Week rusza już w środę Restaurant Week w Farina Bianco Z otwarciem ...