fbpx

Restauracja Lavash właśnie otworzyła kolejną lokalizację – ale zamiast kuchni ormiańskiej, w nowym lokalu przy Piotrkowskiej 82 spróbujecie typowych dań gruzińskich. A to wszystko z widokiem na góry!

Otwarta z początkiem miesiąca restauracja to już trzeci lokal sieci, ale pierwszy w pełni poświęcony kuchni gruzińskiej. Dwa poprzednie, mieszczące się przy Piotrkowskiej 69 oraz na rynku Manufaktury, serwują dania ormiańskie pochodzące z szeroko pojętego Kaukazu. – Kucharzami w naszej kuchni są Gruzini, którzy do Łodzi przyjechali specjalnie po to, by przyrządzać swoje narodowe potrawy. Dzięki nim w menu zagościły m.in. regionalne specjały – mówi Arshak Stepanyan, właściciel Lavasha.

To kolejna restauracja serwująca kuchnię międzynarodową, która mieści się w lokalu przy Piotrkowskiej 82 – wcześniej było tu Meimei specjalizujące się w kuchni azjatyckiej. Wystrój został oczywiście kompletnie odmieniony, a teraz znajdziecie tu elementy nawiązujące do gruzińskich krajobrazów. Ściany zdobią zdjęcia, fototapeta z widokiem i ciekawa instalacja przedstawiająca góry wśród zielonych traw. W środku zobaczycie przykuwające wzrok liny, zdobiące przestrzeń wokół baru, a także sporo drewnianych elementów, takich jak oryginalne lampy oraz fragmenty beczek na wino.

Obszerna karta wypełniona jest gruzińskimi przysmakami, zarówno tymi tradycyjnie kojarzącymi się z Gruzją, jak i regionalnymi, mniej znanymi specjałami. Jeśli szukacie oryginalnych smaków, zwróćcie uwagę na czakapuli, czyli danie na bazie baraniny ze świeżym estragonem, białym winem oraz zielonymi mirabelkami (37 zł). Inną ciekawą pozycją jest charczo, czyli gulasz wołowy w paście z orzechów włoskich podawany z gorącym elardżi – gruzińskim serem suluguli z mleka krowiego wymieszanego z drobną kaszą (39 zł). Jedzeniu tego dania towarzyszy ciekawy rytuał: podczas serwowania, szef kuchni podchodzi do stolika i na oczach gości widowiskowo rozciąga ser, mieszając go w wiaderku. W Lavashu spróbujecie również klasyków, takich jak pierogi khinkali z baraniną lub wołowiną (28-30 zł) oraz 3 rodzaje chaczapuri (22-26 zł): imeruli z serem, megruli z serem i jajkiem oraz szampuri grillowane na szabli.

Wśród przystawek zagościły pchali, czyli mix gruzińskich past podanych na placuszkach z mąki kukurydzianej, nazywanych mczadi (18 zł) oraz roladki warzywne z bakłażana, papryki i cukinii, faszerowane masą z orzechów włoskich i gruzińskich przypraw (13 zł). Dobrą opcją na większe spotkania jest deska regionalnych wędlin lub serów (53 zł). W karcie znalazł się wybór regionalnych dań wegetariańskich, takich jak ożachuri warzywne z dodatkiem bakłażana, cebuli, papryki, cukinii i ziemniakłow (26 zł) lub adżabsandali, czyli warzywa duszone w pomidorach z kolendrą (26 zł). Na mięsożerców czeka za to sporo dań z grilla węglowego, m.in.: lula kebab z wołowiny (30 zł) lub kurczaka (27 zł), dorada w gruzińskich przyprawach (41 zł), szaszłyk wieprzowy (32 zł) czy comber jagnięcy (59 zł).

To, co w Lavashu zupełnie nowe, to menu śniadaniowe.  Codziennie rano od godziny 8:00 do 12:00 można tu zjeść tradycyjne gruzińskie dania na słono w wersji mięsnej oraz wege (12-21 zł). Wśród propozycji znajdziecie m.in. chaczapuri z serem i jajkiem (21 zł), kanapkę po gruzińsku z tradycyjnego puri czyli chleba gruzińskiego (13 zł), a także cziżi piżi czyli jajecznicę z dużą ilością pomidorów, papryką i przyprawami kaukaskimi (14 zł). Po 12:00 w lokalu macie możliwość spróbować lunchy w cenie 29 zł – serwowane są do 16:00, a w zestawie znajduje się zupa oraz danie główne. Teraz w gratisie otrzymacie do nich napój bezalkoholowy lub małe piwo. Gruzińską ucztę możecie uzupełnić zamawiając regionalne napoje: lemoniady butelkowane (6/11 zł), wodę borjomi (10 zł za 0,5 l), gruzińskie wina białe i czerwone (15-18 zł za kieliszek) lub bimber zwany cha cha w 4 rodzajach (14 zł za kieliszek). Oprócz nich, w Lavashu spróbujecie win europejskich, drinków i shotów alkoholowych, a także kawy czy herbaty.

Nowy Lavash otwarty jest codziennie od 8:00 do 23:00, a w piątki i soboty – do 01:00 w nocy. Oprócz stolików w środku, do dyspozycji gości jest również ogródek.

Podobne posty

Powitajcie nowe królestwo glutenu. W Mące na Struga wszystko kusi zapachem świeżych wypieków, ...
W Colour Cafe witają nas jesienne dynie, a już chwilę później dostajemy kolorową filiżankę z kawą ...
Chyba pierwszy raz na Jemy w Łodzi będziemy pisać o herbaciarni! Chodźcie z nami do nowo otwartego, ...