fbpx

Próchnika 53 – zaledwie 10 minut spacerem od Piotrkowskiej, by zaliczyć kolejne gastro otwarcie w mieście.

Kojarzycie krzywą kamienicę u zbiegu ulic Próchnika i Lipowej? Jako mieszkanka Śródmieścia obserwuję ją od lat. To niepowtarzalne miejsce – budynek zajmuje cały róg i jest zaokrąglony. Przez wiele lat był opuszczony, to cud, że udało się go uratować. Wszystko za sprawą dwóch pasjonatów, którzy podjęli się rewitalizacji i otworzyli w tym miejscu aparthotel. Teraz dołączyła restauracja.

Restauracja w aparthotelu Krzywa Kamienica

Krzywa Kamienica nie ma łatwo – cała ulica Lipowa jest rozkopana, po remoncie zmieni się też kierunek jazdy. Na szczęście na miejscu (w bramie) czeka na was własny parking hostelu i restauracji. Miejsce jest często wybierane przez turystów spoza Łodzi – nic dziwnego, do Piotrkowskiej mogą się przejść spacerem. Zajrzałam do pokoi z aneksem kuchennym (nowiutkie i fajnie urządzone), kameralnej sali konferencyjnej i ogródka znajdującego się przy parkingu. Z czasem na pewno się zazieleni, a zimą może nawet zostanie przekształcony w zimowy ogród. Stąd już jeden krok dzieli nas od eleganckiego wnętrza lokalu.

Na zdjęciu widać talerze na stole, na pierwszym tatar z dodatkami.
Tatar w restauracji Kzrywe Szklanki

Nazwa z czeskim błędem

Od ulicy wita nas klimatyczny bar, dalej wnętrze urządzone jest w podobnym stylu – z siedziskami w kolorze butelkowej zieleni kontrastują geometryczne biało-czarne wzory na ścianach, całość dopełniają lustra. Nazwa restauracji to Kzrywe Szklanki. Nie, nie zrobiłam literówki, choć od niej właśnie się zaczęło. – W którejś z wiadomości wkradł się czeski błąd, a potem uznaliśmy, że w naszej kamienicy nie ma nic prostego, więc niech tak zostanie – śmieje się Justyna, managerka aparthotelu. Przyznaje, że dziwna nazwa zwraca na siebie uwagę, pisze się ją z błędem, ale wszyscy wymawiają po prostu „krzywe”.

Michał Rózga – szef kuchni

Zaraz poznamy menu. Przygotował je Michał Rózga, którego spotkałam wcześniej w innej restauracji. Jestem spokojna o mięsne dania – po kilku latach pracy z wysokiej jakości wołowiną, doświadczeniem w sezonowaniu, rozbiorze i przygotowaniu steków, wiem, że będzie dobrze. Jeśli mięso, to oczywiście tatar – od niego zaczynamy wizytę w Kzrywych Szklankach. Forma może niektórych zaskoczyć. W czasach, gdy kucharze prześcigają się w oryginalności dań i formie podania, tu króluje całkowita prostota. Mięso ma się obronić samo (nie jest nawet przyprawiane solą i pieprzem). Jego naprawdę dużej porcji (180 g) towarzyszy jedynie cebula i ogórek (standardowo żółtko, ale obsługa pyta, czy je podawać). – Za takim tatarem tęsknił jeden z właścicieli. Na początku nie byłem przekonany, ale teraz zmieniłem zdanie i widzę, że goście doceniają taką formę – mówi Michał.

Tatar w dawnym stylu

Ja też pamiętam taki tatar, mięso bardzo dobre, ale chyba poprosiłabym o doprawienie przez fachowca 😉 Jeżeli nie jecie mięsa, możecie zdecydować się na lekką sałatkę z kremową burratą (całość podkręcona bazyliowym aioli). Spróbowałam też dobrego dorsza z dressingiem cytrynowym i gładkim puree ziemniaczanym. Wśród dań głównych możecie również wybrać stek wołowy (55 zł), polecane poliki wołowe w sosie z czerwonego wina (43 zł), pierś kurczaka z pieczarkami portobello (31 zł) czy risotto w dwóch odsłonach (z krewetkami lub borowikami).

Na zdjęciu widać talerz z rybą - dorszem z dodatkami.
Dorsz z cytrusowym sosem

Śniadania od 7.30, dania z menu od 14.00

Dania główne dostępne są każdego dnia od 14.00 do 21.00, ale jak przystało na restaurację przy hostelu, od rana można tu wpaść na śniadanie. Między 7.30 a 10.00 dostępne są jajecznice z dodatkami, wytrawne omlety, a na słodko naleśniki lub amerykańskie pankejki (ceny wahają się od 14 do 25 zł za najdroższe śniadanie angielskie). Potem krótka przerwa w pracy i na salony wkracza podstawowe menu, w którym poza wspominanymi daniami znalazło się też miejsce dla sałatek, makaronów, zup i burgerów. Od września restauracja planuje ruszyć z codziennymi lunchami.

Na zdjęciu widać letni ogródek z parasolami.

Promocyjne ceny drinków

Było dużo o jedzeniu, wróćmy więc jeszcze na chwilę do baru. Poza standardowymi alkoholami znajdziecie tu rzemieślnicze piwa z łódzkiej Piwoteki i kartę drinków w wyjątkowo atrakcyjnych cenach. Cosmopolitan, Cuba Libre, Whiskey sour, Sex on the beach czy Pinacolada kosztują tu zaledwie 17 zł!

Podobne posty

Makaron z CBD, pappardelle o smaku zalewajki, a do tego zmieniający kolor „magiczny eliksir” – to ...
W Łodzi trwa jesienna edycja festiwalu Restaurant Week, która dla nas stała się idealną okazją do ...
Za nami piąta, a zarazem urodzinowa edycja Jemy w Łodzi Food. Było mnóstwo świetnego jedzenia, super ...