fbpx

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Kilka dni temu wybrałyśmy się na komentowaną kolację degustacyjną do Fatamorgany. Zjadłyśmy mnóstwo pysznych rzeczy, wypiłyśmy sporo świetnego wina, a dzisiaj spróbujemy przekonać was, dlaczego warto chodzić na podobne degustacje. A argumenty mamy mocne.

Nie zliczę chyba, ile razy pisałam na tej stronie, że uwielbiam kolacje i menu degustacyjne. Żeby poznać restaurację oraz umiejętności szefa kuchni, dobrze jest spróbować jak największej liczby dań. Podczas jednej wizyty jest to właściwie niewykonalne, bo po przystawce i daniu głównym nie mam już nawet siły na deser. Menu degustacyjne ma też nieocenioną zaletę, że pozwala spróbować niewielkich porcji kilku dań ze wszystkich kategorii w menu i wyrobić sobie opinię na temat każdego z nich. Poza tym jest to po prostu uczta. Dania wjeżdżają na stół jedno po drugim, można jeść i jeść i jeść i jeszcze trochę jeść. Jeśli do tego podawane jest jeszcze wino, to moja definicja wieczoru idealnego zostaje wypełniona.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Dokładnie tak było na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie, na którą wybrałyśmy się w miniony piątek. Takie wydarzenia odbywają się tu regularnie – czasami są to okazjonalne menu degustacyjne, jak to, które dostępne będzie w najbliższy weekend z okazji Dnia Matki, a czasami komentowane spotkania tematyczne przy jedzeniu i winie. Często organizowane są we współpracy z wine barem Dwa przez Cztery i zaproszonymi do wspólnego gotowania szefami kuchni z innych łódzkich restauracji. Kolację, w której wzięłyśmy udział przygotował zespół Fatamorgany z Bartkiem Pagaczem i Grzegorzem Batógiem na czele razem z Enrico Monti z Ristorante Mare e Monti. O dobór win zadbało Dwa przez Cztery, a opowiedziała o nich cudowna Magda Fiedorczuk.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Kolacja odbyła się pod hasłem „Z ziemi włoskiej do Polski”, co (jak nietrudno się domyślić) oznacza, że wszystkie dania łączyły w sobie włoski klimat z polskimi akcentami. A dań było dużo – na stole pojawiło się ich łącznie dziewięć – przystawek, dań głównych i deserów. Do tego pyszne wina i naprawdę świetna atmosfera. Jeśli znacie ekipę Fatamorgany, to możecie się domyślać, że było jednocześnie profesjonalnie, niekrępująco i naprawdę wesoło. Z takiej kolacji po prostu nie chce się wychodzić.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Ale przejdźmy do jedzenia. Postaram się nie zanudzić was szczegółowymi opisami wszystkich dziewięciu dań, chociaż właściwie każde zasługuje na komplementy. Przede wszystkim cała kolacja była bardzo spójna i naprawdę pyszna. Kuchnię włoską z polską łączyć można na wiele sposobów, ale ten zaproponowany podczas kolacji w Fatamorganie idealnie przypadł mi do gustu. Wykorzystano zarówno składniki typowe dla obu tych kuchni, jak i techniki i sposoby ich przygotowania. Szefowie kuchni kreatywnie je ze sobą łączyli, by podać ciekawe, świetnie skomponowane dania.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Moje podniebienie skradła już pierwsza przystawka. Zabawny balonik z mozzarelli wypełniony pomidorową esencją podany na domowej bagietce był ciekawą i pyszną wariacją na temat klasycznej sałatki caprese. Nie mam pojęcia, jak dmucha się balony z mozzarelli i wypełnia je sosem, a lubię przy restauracyjnym stole zaskoczenia i niespodzianki. Zwłaszcza, jeśli świetnie smakują i nie są przerostem formy nad treścią.

Później dwie ryby. A musicie wiedzieć, że ryby są specjalnością Bartka Pagacza i jeśli je lubicie, to koniecznie spróbujcie ich w wydaniu tego szefa kuchni – jego pstrąga w pomarańczowym sosie do dzisiaj wspominam z łezką w oku, a jadłam go dobre dwa lata temu. Tym razem zjadłyśmy natomiast makrelę podaną z puree z bakłażana i rzepą marnowaną w doku z buraków (rewelacja) oraz sandacza z zabaglione z homara, szparagami i jednymi z najpyszniejszych gnocchi, jakie w życiu jadłam. Miękkie, ale nie rozgotowane, tylko elastyczne, puszyste i po prostu pyszne. W obu daniach to ryba grała pierwsze skrzypce, ale dodatki idealnie podbijały jej smak.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Kolejnym daniem, które mnie oczarowało było cannelloni z sosem bolońskim usmażone w panierce na chrupko, podane na kozim sosie beszamolowym z sorbetem… z cebuli. Super klasyczne połączenie smaków przeniesione do innego wymiaru poprzez połączenie ciepłego z zimnych i chrupiącego z gładkim. Dla mnie to była definicja comfort food, które chętnie jadłabym łyżkami w ciężki, niedzielny poranek po intensywnym weekendzie.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Zjadłyśmy też pyszne ravioli z czymś, co nazwałabym zdekonstruowaną carbonarą. Chociaż organicznie nie cierpię tego określenia. Dekonstruowanie w kuchni kojarzy mi się z pretensjonalnymi daniami, na których smak kucharz nie miał pomysłu, więc podał je w udziwniony sposób. Tutaj chodziło o coś zupełnie innego. Ravioli wypełnione było płynnym żółtkiem jajka (Jak?! Jak, pytam?!), a podane zostało z „sosem” z cebuli i guanciale. Całość w smaku przypominała carbonarę, tylko taką zabawną i podkręconą, której każdy kęs po prostu cieszy.

Na kolacji degustacyjnej w Fatamorganie – fotorelacja

Po części, nazwijmy ją, wytrawnej, podane zostało intermezzo – sorbet z melona i ogórka z taką też salsą. Pyszne, odświeżające i orzeźwiające, ale nadal nie przebiło sorbetu z grejpfruta z kolendrą, który zjadłyśmy w Fatamorganie podczas Restaurant Week. Trafił on właśnie do menu restauracji, więc jeśli będziecie mieli okazję, to spróbujcie go koniecznie. Na koniec dwa desery – arancini, czyli ryżowa kulka z rabarbarem oraz mus z mascarpone podany z cygaretkowym „wafelkiem” i świeżymi owocami. Ten mus… idealny akcent na koniec świetnej kolacji. A przy okazji również tego tekstu, który i tak wyszedł już skandalicznie długi.

Jeśli doczytaliście do tego miejsca, to mam nadzieję, że nie muszę dłużej was przekonywać, że na kolacje degustacyjne chodzić warto. Przynajmniej do Fatamorgany.

Podobne posty

Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia, a sobotnie będzie najważniejszym śniadaniem roku. Z okazji ...
Gotowi na kolejne otwarcia? Mamy sporo nowego jedzenia do wypróbowania! Wbrew pandemii w Łodzi wciąż ...
Pytani o typowo łódzkie dania, łodzianie najczęściej wymieniają zalewajkę i prażoki, ale rzadko ...