To już trzeci lokal marki Pan Bao. Tym razem rządzą w nim pandy, które zagościły na Traktorowej.

Zaczęło się od tygrysa na Retkini, potem pojawiła się ośmiornica na Chojnach, a teraz przyszedł czas na pandy. Nowy adres: Traktorowa 56. Gwarantuję wam, że czeka tu na was nie tylko fajny wystrój, ale też świetne jedzenie i super obsługa.

Nam Tran po raz trzeci

Tego pana znacie już z naszych artykułów. Nam pochodzi z Wietnamu – jego domowe smaki odnajdziecie oczywiście w menu Pana Bao, ale Nam przede wszystkim bawi się azjatycką kuchnią (i bardzo dobrze mu to wychodzi!). Inspiracją do dań jest nie tylko kuchnia wietnamska, ale też tajska, koreańska, chińska czy japońska. To prawdziwy azjatycki comfort food. Nigdy nie zawiodłam się tu na jedzeniu, a wielkość porcji naprawdę zaskakuje.

Pandy na Traktorowej

Od pierwszego miejsca jestem fanką wystroju Pana Bao. Ma swój styl, który nie kopiuje trendów, nasycone kolory poprawiają nastrój nawet w pochmurne dni, a to tego fajnie bawią się tu motywem przewodnim. Tym razem przyszedł czas na pandy, które rozgościły się na największej ścianie restauracji. Znajdziecie je też na poduszkach czy innych dekoracjach. Udało nam się trafić na Traktorową w słoneczny dzień – spójrzcie, jak pięknie grają tu promienie.

Pan Bao nie zmienia mocnych graczy

Menu we wszystkich miejscach jest takie samo. Są oczywiście tytułowe bułeczki bao (z krewetkami, wołowiną, ośmiornicą, kurczakiem i szarpaną sojowiną), ale również załadowane fryty, idealne na zimę rameny, aromatyczne pho, dużo makaronów i kluseczek (koreańskie tteokbokki, pad thai i udon w różnych wersjach), a do tego cały dział dań z ryżem: bowle, wiele rodzajów curry, Pad Kra Pao i hit Pana Bao, czyli Luc Lac. Nie mogłam się oprzeć panierowanym, lekko chrupiącym kawałkom tofu w słodko-pikantnym sosie (uwierzcie, tofu spokojnie może tu konkurować z mięsem!) . Wcale się nie dziwię, że Luc Lac cieszy się takim wzięciem.

Czy jestem w stanie zjeść całą porcję od Pana Bao? Nie jestem. Wielkość gwarantowana, tak samo jak cena: wszystkie dania główne kosztują w przedziale 40-50 zł.

Nowości w menu

Ponieważ znam większość pozycji z karty Pana Bao, tym razem postawiłam na menu sezonowe. Uwaga – mamy tu Biang Biang, czyli bardzo szeroki makaron pochodzący z Chin podany ze sporą ilością sosu i dodatkami (wybrałam wersję z wołowiną). Pyszne, otulające, trudno się od nich oderwać. Muszę jednak (taka praca), bo na stole już czeka wypasiony ramen laksa i nowa bułeczka bao.

W przeciwieństwie do innych, nie jest parowana, a panierowana i usmażona i równie dobrze jej w tej wersji. W środku kurczak, oscypek i żurawina – azjatycki ukłon z kierunku rodzimych smaków. Tak właśnie Pan Bao bawi się smakami.

Na miejscu i z dostawą

Na te pogody idealne będą nowe rozgrzewające napoje (zimowa herbata z żurawiną, napar z hibiskusa), dziewczyny przygotowały też fajne opcje kawowe, które spokojnie mogą uchodzić za deser: latte w wersji tiramisu, crème brulee lub pistacja oraz matcha rafaello z bitą śmietaną.

Każdy Pan Bao pracuje od 12.00 do 22.00, z każdego możecie zamawiać na wynos. A jeśli o dostawach mowa, marka jest nominowana do nagrody Pyszne.pl i ma bardzo wysokie noty w aplikacjach zajmujących się dostawą jedzenia.

Podobne posty

Już 18 maja 2012 roku o godzinie 20.20 w strefie Off Piotrkowska (ul. Piotrkowska 138/140) ...
23 maja House of Sushi (ul. Piotrkowska 89) zaprasza na warsztaty kaligrafii. To trochę alternatywny ...
W dniach 1-2 czerwca odbędzie się w Łodzi Festiwal Viva I'Italia. Warsztaty i sesje kulinarne, ...