fbpx

Fot: Na krachym spodzie

Dwa lata temu Agnieszka i Tomek zwyciężyli w naszym plebiscycie na kulinarnego bloga z Łodzi. Dziś sprawdzimy, czy nadal mają ten sam zapał do gotowania i fotografii.

Każdy, kto prowadzi (lub próbował prowadzić) bloga wie, że to nie tylko przyjemność i satysfakcja, ale również wyzwanie i obowiązek, na które często zaczyna brakować czasu i chęci. Założyciele Na krachym spodzie nie tylko gotują, ale też pracują i wychowują dwójkę małych dzieci. Nie mam pojęcia (z resztą oni sami też nie wiedzą), jak udaje im połączyć wszystkie obowiązki. Na szczęście nadal na ich bloku pojawiają się kolejne apetyczne dania.

Fot: Na krachym spodzie

Zacznijmy od początku. Agnieszka chyba od zawsze fotografowała, a Tomek gotował. Znajomi często dopytywali o przepisy na ich specjalności, oni również czuli potrzebę spisania receptur najlepszych dań. Blog rozwiązał obydwa problemy – Krachowie mają swoją elektroniczną, pamiątkową książkę kucharską, a czytelnicy sprawdzone przepisy opatrzone pięknymi zdjęciami.

Fot: Na krachym spodzie

Zatrzymajmy się przez chwilę przy fotografiach. Urzekły mnie, gdy pierwszy raz zajrzałam na bloga i urzekają do tej pory. To nie tylko piękne zdjęcia jedzenia – one dodatkowo opowiadają własną historię i tworzą niepowtarzalny, nieco magiczny klimat. Agnieszka dużą wagę przykłada do stylizacji. W jej rękach niepozorne przedmioty dostają drugie życie. Stare deski, znalezione na targach staroci sztućce, garnki czy talerze, tapety, materiały, a nawet kolorowe szmatki. Na warsztatach fotograficznych miała okazję zobaczyć tylko część „krachowych skarbów”, a i te zajęłyby połowę mojego mieszkania.

Fot: Na krachym spodzie

Jak wygląda życie czteroosobowej rodziny blogerów? – Przyzwyczailiśmy się już, że jemy zimny obiad, bo mama jeszcze nie skończyła zdjęć – śmieje się Tomek. Choć dzieci (wiek: 4 i 5 lat) jeszcze nie biorą czynnego udziału w gotowaniu, od najmłodszych lat otwierają się na nowe smaki. – Ser pleśniowy czy brokuły nie są żadnym wyzwaniem dla trzylatka – dodaje Tomek. Dziś nie będzie jednak sera pleśniowego, będzie za to szarlotka z borówkami (w słodkich wypiekach specjalizuje się Agnieszka).

Szarlotka z borówkami

Fot: Na krachym spodzie

Od Agnieszki i Tomka:

Pomysłów na szarlotkę jest chyba tyle co osób ją przygotowujących. Żyjemy w końcu w kraju jabłek, a to zobowiązuje. My też próbujemy różnych jej odmian i wariantów, szukając tego, który najbardziej będzie nam odpowiadał. W ten sposób powstał przepis, którym postanowiliśmy się podzielić. A skoro się dzielimy, to znaczy, że rzecz jest warta polecenia i uwagi. My w każdym razie na pewno jeszcze nie raz zrobimy szarlotkę w ten właśnie sposób. Zwłaszcza, że dzieciaki przepadają nie tylko za jabłkami, ale może nawet przede wszystkim za borówkami 🙂

Potrzebne będzie:

Na spód:

• 200 gramów mąki
• 100 gramów zimnego, pokrojonego masłą
• szczypta soli
• 60 gramów cukru
• żółtko dużego jaja

Na jabłkowo-borówkowe nadzienie:

• kilogram obranych i pokrojonych jabłek
• szklanka borówek
• łyżeczka posiekanego, świeżego rozmarynu
• 2 łyżeczki brązowego cukru

Na kruszonkę:

• 100 gramów mąki
• 100 gramów brązowego cukru
• 80 gramów stopionego masła

Piekarnik rozgrzewamy do 180 stopni Celsjusza i przygotowujemy kruchy spód do ciasta. Mąkę przesiewamy, dodajemy sól a następnie zimne, pokrojone masło. Siekamy masło w mące, póki nie powstaną grudki, a następnie dodajemy cukier i żółtko jaja. Zagniatamy ciasto, formujemy z niego kulę i zawiniętą w folię odkładamy do lodówki na czas potrzebny do przygotowania reszty elementów.

Na początek nadzienie borówkowo-jabłkowe. Obrane jabłka kroimy w ćwiartki i wykrawamy gniazda nasienne, a następnie kroimy na cieniutkie plasterki. Dodajemy cukier, borówki i jak najdrobniej posiekany rozmaryn. Dokładnie mieszamy.
Kruszonkę przygotowujemy w najprostszy z możliwych sposobów, wlewając po prostu roztopione masło do wymieszanych mąki i cukru, a potem mieszając dokładnie. Puryści pewnie podniosą rwetes, że kruszonkę powinno się przygotowywać z masła zimnego, mozolnie ugniatając je w dłoniach, ale w ten sposób również się da i jest dużo prościej.

Kiedy wszystko jest przygotowane wyjmujemy ciasto z lodówki i rozgniatając je palcami rozprowadzamy na dnie formy 25 na 25 cm. Formę oczywiście, przed wyłożeniem ciastem, smarujemy odrobiną masła i wykładamy papierem. Ciasto przykrywamy warstwą owoców, a potem kruszonką. Pieczemy mniej więcej trzy kwadranse, dopóki kruszonka się nie zezłoci.

Podobne posty

Makaron z CBD, pappardelle o smaku zalewajki, a do tego zmieniający kolor „magiczny eliksir” – to ...
W Łodzi trwa jesienna edycja festiwalu Restaurant Week, która dla nas stała się idealną okazją do ...
Za nami piąta, a zarazem urodzinowa edycja Jemy w Łodzi Food. Było mnóstwo świetnego jedzenia, super ...