fbpx

Mają młodego, bardzo zdolnego szefa kuchni, fajny wystrój i dobre jedzenie. Wie o tym już sporo osób w Łodzi, dlatego niech was nie zdziwi kolejka przed wejściem.

Ekipa znana z Ciasno jak w ulu jakiś czas temu przejęła we władanie dawne Affogato (lada moment światło dzienne ujrzą też ich inne koncepty). Po dawnym miejscu niewiele zostało – Ramki na roku Roosevelta i Piotrkowskiej to nowy wystrój, nowa kuchnia, a przede wszystkim inny klimat lokalu.

Najpierw wystrój, potem nazwa

Ramy i ramki – te duże i te małe, rozwieszone na ścianach i sufitach. Co ciekawe, najpierw były tylko elementem wystroju, nazwą nowej restauracji stały się zaledwie kilka dni przed otwarciem. Narożny lokal pięknie oświetla wiosenne słońce, przez witryny można przyglądać się spacerowiczom na Piotrkowskiej. Jest przytulnie i niezobowiązująco – to zasługa aranżacji, ale przede wszystkim ludzi, którzy od wejścia witają cię jak starego znajomego. Poza ramkami jest i Roosevelt patronujący sąsiedniej ulicy. Jego twarz zdobi znaczki pocztowe, te zaś pojawiły się na ścianie lokalu.

Lokal otwiera się już o godzinie 9.00. Od rana możecie tu wpaść na śniadanie, nieco później na lunch, a wieczorem na kolację i drinka. Chcecie zorganizować imprezę? Ta kamienica kryje jeszcze dwa piętra (kto pamięta całe Affogato, ten będzie wiedział) – można tu zorganizować party na kilkadziesiąt osób.

Norbert Szefer – ten chłopak potrafi gotować!

Poznajcie szefa kuchni Ramek – przed wami Norbert Szefer. Często wychodzi do gości i równie często słyszy pytanie „taki młody?”. Tak, ten chłopak ma dopiero 24 lata i szefem kuchni jest nie od dziś. My obserwujemy go chyba od 7 lat. Pamiętam, jak zobaczyłam jego talerze zaprezentowane na zdjęciach łódzkiego Gastronomika i pomyślałam, że to nazwisko, które trzeba zapamiętać. Ma talent, głowę pełną pomysłów i chęci. Dzięki temu zapałowi, menu w restauracji jest cały czas zmieniane. To jeden z powodów, dlaczego dopiero teraz czytacie artykuł – zanim napisałam tekst i zrobiłam zdjęcia, Norbert znów zmienił mi całą kartę. Tak samo jest i tym razem – menu, które właśnie weszło będzie obowiązywało maksymalnie przez dwa miesiące.  

Śniadania od 9.00

Do wyboru 12 zestawów. Oczywiście jest klasyka (smarowidła, jajecznice, szakszuka itd.), ale za każdym razem pojawiają się w nowej odsłonie. Mnie najbardziej zaintrygowała podsmażana kaszanka, ale ostatecznie zdecydowałam się na Słodkie&Słone (32 zł). Jeżeli wasze serce jest rozdarte między słodkimi, a wytrawnymi śniadaniami, ten zestaw stworzony jest właśnie dla was. Na jednym talerzu znalazło się miejsce dla tosta na domowej brioszce z szynką, cheddarem i jajkiem sadzonym oraz deserowej wersji z kremem patissiere i konfiturą. Obydwa bardzo dobre, ale moja miłość do słodyczy każde opowiedzieć się drugą wersją (nawet chips z tapioki był delikatny i chrupiący). W tygodniu śniadania można zjeść do 16.00, w weekendy do 13.00.

W menu nie będzie nudy

Czytam kartę Ramek i wiem, że te dania nie mogą nie smakować. Z jednej strony sporo tu comfort foodowych propozycji, ale znajdzie się też coś dla tych, którzy poszukują autorskich dań. Jeśli klasyka, to przygotowana z twistem i co ważne, pięknie podana. Na mały głód nowalijki – bardzo fajna opcja z jędrnymi, chrupiącymi warzywami (wśród nich sezonowe szparagi, które pojawiają się też w innych daniach),  smakowym hummusem i serowym musem. W karcie nie zabrakło miejsca dla zalewajki, ale tym razem wygrywa z nią kremowa botwinka z ziemniaczanym puree i bitą śmietaną. W premierowej karcie na prośbę gości zagościły burgery i makarony, ale ja chciałabym zwrócić waszą uwagę na inne danie. Oto kotlet schabowy w chrupiącej panierce, którego jego dodatki to ukłon z stronę łódzkiej kuchni. Mięsu towarzyszy tu knedel z truskawkami i zasmażana młoda kapusta.  

Na jedzenie i fajny koktajl

Ramki to trzy w jednym: śniadaniownia, restauracja i cocktail bar. Jeżeli chcecie wpaść na niezobowiązujące spotkanie, w menu znajdziecie oddzielny dział z tapasami. Są deski mięsiw, serów i wędlin, kalmary, smarowidła, ale też wypasione frytki. Jakie frytki! Na moją odpowiedzialność weźcie te z prażonymi, chrupiącymi kaparami i majonezem truflowym – to złoto (równie dobre same chrupiące frytki, jak i dodatki). Do tego autorskie lemoniady, fajne koktajle (podzielone na kartę dzienną i wieczorową) i oczywiście cała witryna mega deserów, zarówno tradycyjnych, jak i nowoczesnych monoporcji.

Już wiem, że lada dzień wrócę do Ramek – to miejsce ma fajną energię i dobrą kuchnię. Ma też mocny duet Norberta Szefera i Kamila Piotrowskiego.   

Podobne posty

Niedawno zapowiadałyśmy ich premierę. Śniadania w Zielonej już są i to bardzo dobre. Wiemy, bo ...
Właśnie odpalili food trucka z ramenami i załadowanymi frytami, za chwilę ruszają z ramenowymi ...
Jak bardzo różnią się między sobą klasyczne hummusy z ośmiu łódzkich restauracji? Który okazał się ...