fbpx

Bengalskiej kuchni nie spróbujecie nigdzie indziej w Łodzi, a ryżowych buł prawdopodobnie nawet w całej Polsce. Restauracja, oprócz wzbogacenia swojego menu o dania z tradycyjnego pieca, uzupełniła także swój bar w niebanalne alkohole.

Pierwszy raz w Ryżowej byłyśmy z okazji otwarcia restauracji w październiku ubiegłego roku, dlatego o fundamentach kuchni bengalskiej oraz wypiekaniu w specjalnych naczyniach ryżowych buł przeczytacie tutaj. Dania z ręki Szefa kuchni – Janusza Michalaka zapadły w naszą pamięć, więc na wieść o tym, że w menu pojawiły się bengalskie nowości, natychmiastowo spakowałyśmy aparaty i udałyśmy się na Daleki Wschód, tzn. na Piotrkowską 79.

Piec Tandoor, mięso na szpadzie i bogactwo przypraw

Sercem restauracji jest oczywiście kuchnia, ale jej duszą – piec Tandoor, w którym przygotowywane są główne składniki dań. Choć w tradycyjnej bengalskiej kuchni piec jest dużo bardziej rozgrzany, tutaj zredukowano jego temperaturę dążąc do uzyskania idealnej struktury soczystych mięs. W piecu pieką się własnej roboty, przyklejone do jego ściany chlebki naan czy nabite na szpadzie mięsa. Technika przygotowania dań, którą wypracował Janusz nie należy do prostych. Jest to wielogodzinny proces marynowania, gotowania, redukowania zarówno całych potraw jak i ich elementów.

Od samego wejścia czuć w powietrzu aromat przypraw, które są tu składnikiem priorytetowym. Jednak – jak zaznacza Chef – jest to cały rytuał, który polega na tym, aby nie tylko umiejętnie je dobierać, ale także wiedzieć w którym momencie i jak je przygotować, by były wyraźnym podkreśleniem całego dania, a nie jego dominantą.
Szef kuchni opowiadając z błyskiem w oku o całym procesie przygotowania potraw, które tutaj za chwilę zjemy, zwiastuje nam udane popołudnie.
Zacznijmy więc ucztę.

Sztućce na bok – jemy rękoma

Na start wylądował przed nami mix wegetariańskich przekąsek, smażonych w cieście z cieciorki – kalafior, ser paneer, krążki cebulowe – podawanych z delikatnym, jogurtowym sosem kolendrowym. To dobra opcja „w stół” do dzielenia się. Z resztą zarówno my jak i Ryżowa Buła namawiamy Was do zamawiania różnych dań, dzielenia się nimi i… jedzenia palcami. Tak smakuje lepiej. Po tym niewinnym początku straciłyśmy kontrolę nad naszym stołem i tym co zaczęło się na nim w coraz szybszym tempie pojawiać.

Pałki z kurczaka w sosie z wyczuwalnym kardamonem, cynamonem i goździkami. Kurczak był długo marynowany, bez skóry i nacinany, dzięki czemu sto procent smaku przeszło wprost do mięsa, które było miękkie, soczyste i łatwo odchodzące od kości. Następny talerz, to olbrzymie krewetki (sprowadzane z Bangladeszu) serwowane z sosem, który wzbudził nasze zainteresowanie, gdyż nie mogłyśmy dojść do tego, co sprawia, że ma tak wyjątkowy smak – jak się okazuje wywołała go prażona gorczyca oraz tłuczona czarnuszka. Krewetki jak i pałki z kurczaka podane były z ryżem basmati i sałatką.

Dania na kolejnych dwóch talerzach, to kolory o jakich się nie zapomina. Nie bójcie się ich intensywności, można ją uzyskać znając odpowiednie techniki gotowania. Taka też jest kuchnia dalekiego wschodu – kolorowa. I tak właśnie mamy półmisek z kawałkami marynowanej piersi z kurczaka w łagodnej i pikantnej odsłonie, pieczona na szpadzie w piecu Tandoor. Do tego chlebek naan oraz intensywnie zielony sos miętowo – kolendrowy. Zarówno pikantna jak i łagodna wersja kurczaka bardzo nam smakowały, był niezwykle soczysty i aromatyczny. Zjadłyśmy tradycyjnie – chwytając kawałki mięsa przez naan i maczając je w sosie. Całość stanowi naprawdę udaną kompozycję. Taka porcja dedykowana jest dla dwóch osób.


Później wjechał panner naan – chlebek nadziany serem paneer. Pierwszy kęs, porozumiewawcze spojrzenie w oczy – dooobre! Ser paneer także przygotowują tu sami. Ta opcja jest delikatnie słodka, chlebek posypany z wierzchu sezamem i czarnuszką, które także zrobiły w nim robotę. Nic tu nie jest przypadkowe. W menu dostępny jest także keema naan – z baraniną. Obie wersje podawane z wcześniej już wspomnianym sosem kolendrowo – miętowym i sałatką.

Ryż na danie główne, ryż na deser

Po tej eksplozji kolorów, smaków i tekstur przyszedł czas na oczyszczenie kubków smakowych, dodanie odrobiny łagodności i słodyczy. Krótko mówiąc – przyszedł czas na bengalski deser. Kheer, czyli mleko i śmietanka redukowane przez 6-8h z ryżem basmati, orzechami i owocami. Delikatnie wyczuwalny w nim smak kwiatów jest zasługą wody Kewrowej – popularnym w Indiach ekstraktem z pandanowca o właściwościach oczyszczających, wykorzystywany w deserach oraz napojach.
Sam deser był bardzo zbalansowany, delikatny i niezbyt słodki. Orzechy przyjemnie stawiały opór zębom, a świeże owoce dodały mu charakteru.

Na lunch do Bangladeszu

W Ryżowej Bule pojawiło się także menu lunchowe. Aktualnie jest to stała karta zawierająca pozycje z głównego menu w mniejszych porcjach – idealna okazja, by zacząć przygodę z kuchnią bengalską. Pamiętajcie, że tamtejsze potrawy są sycące, więc zmniejszenie porcji zupy i dania głównego w efekcie i tak da nam pełny obiad. W lunchu uwzględniono dania wegetariańskie. Cena, to 30-35 zł za zestaw składający się z zupy i dania głównego lub 70 zł zestaw dla dwojga razem z deserem – wszystkie opcje uwzględniają herbatę, kawę lub szklankę wody.
Lunch serwowany jest od poniedziałku do piątku od godziny 12.00 do 16.00.

Skoro mowa o napojach… może indyjska whisky?

Od ostatniej wizyty zmienił się również stopień wypełnienia barowych półek. Co za tym idzie, możemy napić się tu alkoholu. Dobrane piwa z Piwoteki, browaru Cieszyn i Trzech Kumpli, wina, klasyczne koktajle, ale także indyjskie, torfowe whisky – Paul John Single Malt. Zadbali tu także o bezalkoholowe zamienniki piwa, wina i koktajli, których wybór jest naprawdę spory. Oprócz tego szczególnie polecana jest indyjska herbata – tulsi chai – przygotowana ze „świętej bazylii”: klasyczna, z różą lub cytryną, albo masala chai – indyjska herbata z mlekiem.

Niedługo urodziny, a więc okazja do świętowania

W Ryżowej zmieniło się wiele, a szefa kuchni trudno zatrzymać w kreowaniu nowych potraw – już przy okazji tego spotkania, wspomniał nam, że kolejne dania ustawia w kolejce do menu. Swoje pierwsze urodziny restauracja będzie świętować 26 października, z tej okazji możemy spodziewać się czegoś wyjątkowego. Czekając na zaspokojenie naszej ciekawości nie spuszczamy oka z ich social mediów. Stay tunned!

Autor: Aleksandra Wiktorska

Podobne posty

Pamiętacie szaleństwo, gdy się otwierali? Jeżeli dawno nie byliście na Rewolucji, jest do tego ...
Wyselekcjonowana kawa, najlepsi bariści, fajny klimat – oto pięć miejscówek z najlepszą kawą w ...
Własne wędliny, kiełbaski, chleby na zakwasie, maślane i mięciutkie brioche. Wszystko to zjecie na ...