fbpx

sushi

Gdyby w grę wchodziły jedynie upodobania, mogłabym jeść sushi kilka razy w tygodniu. Niestety nie będę tego robiła – głównie z uwagi na ceny.

Chyba nigdy bym się nie spodziewała, że będę zazdrościła warszawiakom cen w ich restauracjach, ale w przypadku sushi faktycznie tak jest. Jeżeli w stolicy chcielibyście się wybrać na obiad do modnej knajpy, musicie z portfela wysupłać znacznie więcej niż w Łodzi, ale nie dotyczy to małych, osiedlowych suszarni. Kilka lat temu w Warszawie zapanowała moda na rolki. Może i warszawkę obśmiewało z tego powodu pół Polski, ale duża konkurencja wprowadziła sushi pod strzechy i spowodowała spadek cen.

Gdy temat kuchni japońskiej w naszym mieście dopiero raczkował, znacznie trudniej było o produkty służące do jej przygotowania – były ekskluzywne, a tym samym drogie, co usprawiedliwiało wysokie ceny. O tym, że sushi jest towarem z wyższej półki utwierdzały nas ceny półproduktów do samodzielnego przygotowania. Okazywało się, że jeśli ktoś chce dopiero zacząć przygodę z domowym skręcaniem rolek, zakup niezbędnych akcesoriów przewyższał wartością wizytę w restauracji. Od tamtej pory minęło jednak parę ładnych lat, a dziś zestawy sushi można z powodzeniem kupić w Żabce. Jak można się domyślać, nori, ryż czy tykwa stawały się coraz bardziej dostępne, a co za tym idzie tańsze. Tańsze zatem mogłoby byś również sushi, ale skoro rynek przyzwyczaił się do wcześniejszych cen, to po co to zmieniać?

sushi

Mogę się domyślać, że tu zaraz odezwą się głosy, że produkty dobrej jakości dużo kosztują. Jak najbardziej się zgadzam i wiele razy broniłam restauracji przed zarzutami, że ustalane przez nie ceny brane są z kosmosu. Czym innym są jednak rzadko spotykane ryby i sprowadzane na specjalne zamówienie dodatki, a czym innym ryż z najniższej półki i tuńczyk z Makro. Rynek sushi powinien być tak samo różnorodny, jak chociażby kuchni włoskiej. Można wziąć makaron na wynos, zamówić pizzę, a można też cieszyć się smakiem starannie wyselekcjonowanych owoców morza czy długodojrzewających wędlin. Raz ma się ochotę na ucztę dla podniebienia, drugi raz na szybkie jedzenie. W obydwu przypadkach mówimy o zupełnie innej jakości, ale również innych cenach.

Już kilka razy nowo otwierane sushi bary zapowiadały, że będą znacznie tańsze od konkurencji. Jeśli faktycznie tak było, jakość usług pozostawiała wiele do życzenia. W Warszawie działa około 200 lokali tego typu, pewnie i w Łodzi znalazłoby się miejsce dla kilku ekonomicznych (może osiedlowych) punktów. Jak myślicie, czy rynek łódzkich suszarni jest już nasycony i nowe miejsca nie mają racji bytu czy większa konkurencja wpłynęłaby na obniżenie cen?

Podobne posty

Niedawno zapowiadałyśmy ich premierę. Śniadania w Zielonej już są i to bardzo dobre. Wiemy, bo ...
Właśnie odpalili food trucka z ramenami i załadowanymi frytami, za chwilę ruszają z ramenowymi ...
Jak bardzo różnią się między sobą klasyczne hummusy z ośmiu łódzkich restauracji? Który okazał się ...