fbpx

Marta Edmunds fot. facebook.com/chefmartaedmunds

Dziś poznamy zwycięzcę trzeciej edycji Top Chefa. Jak myślicie, komu będzie kibicowała jego uczestniczka Marta Edmunds?

Przez Martę rodzina nie miała ze mną kontaktu w środowe wieczory. Trzymałam kciuki, bo Edmunds: jest z Łodzi, jest zdolna i ambitna, najdłużej broniła honoru płci pięknej w programie, a poza tym tak prywatnie jest bardzo fajna. Tuż przed wyjazdem na finał udało mi się namówić ją na krótką rozmowę.

Jemy w Łodzi: Skąd pomysł, żeby wziąć udział w Top Chef?

Marta Edmunds: Właściwie to wcale nie chciałam startować, namówiła mnie Asia (od red. nasza zaprzyjaźniona Biedronka w kuchni) i mąż, Marc. Nawet, gdy już zakwalifikowałam się do czternastki, nie byłam pewna, czy chcę brać udział w medialnym zamieszaniu. Miałam w głowie plan awaryjny na wycofanie się, na szczęście po pierwszym odcinku mi się spodobało.

I zafundowałaś sobie telewizyjne wakacje.

Jakie wakacje?  To był bardzo męczący okres! Poza tym, co widać w programie, są godziny przygotowań, ustawiania planu, makijażu. Do tego jeszcze regularne podróże między Warszawą i Łodzią, w której nadal pracowałam.

Stres, konkurencja, ograniczony czas – co było największą trudnością w programie?

Wbrew pozorom wcale nie stres, większym problemem była podzielność uwagi. Musisz gotować, a równocześnie odpowiadać na pytania jurorów czy gości. Z czasem wszyscy nauczyliśmy się rozmawiać bez przerywania pracy.

Filigranowa i bardzo ładna absolwentka Cambridge w męskich świecie kucharzy. Czy reszta ekipy traktowała Cię protekcjonalnie?

Nie. Nigdy nie wykorzystywałam tego, że jestem kobietą, dlatego od początku wszyscy taktowali mnie jedynie w kategoriach kulinarnych umiejętności. Choć telewizja podkręca wątek realizacji, faktycznie wszyscy uczestnicy byli bardzo życzliwi i wzajemnie sobie pomagali, a po programie wymieniali się przepisami czy pomysłami na nowe dania.

A jak z popularnością, czy łodzianie rozpoznają Cię na ulicy?

Tak, ostatnio gdy kupowałam sukienkę, Pani zapytała się, czy wybieram ją na finał (śmiech). Zdarza się, że ludzie zaczepiają mnie na ulicy, ostatnio pozowałam do zdjęć z dzieciakami, które najpierw opanowały kuchnię Lokalu. Więcej gości odwiedza też naszą restaurację, chcąc spróbować dań przygotowanych przez uczestniczkę Top Chefa. To miłe doświadczenie, choć trochę dziwne – jeśli decydujesz się na bycie kucharzem, nie spodziewasz się podobnej popularności.

Dziś wielki finał. Możesz zdradzić, za kogo trzymasz kciuki?

Trzymam kciuki za każdego z chłopaków – wszyscy są utalentowani i każdy na swój sposób zasłużył na wygraną.

Podobne posty

Zbliża się termin wydania nowej karty rabatowej Jemy w Łodzi. Mamy jednak świadomość, że miniony rok ...
Na to otwarcie czekałyśmy długo i niecierpliwie. Od kilku dni możemy już odwiedzać Phở by Lilly Tran ...
Drugi Montag przy Piotrkowskiej Choć nowy Montag przy Piotrkowskiej 111 działa już od jakiegoś ...