fbpx

Zebrałyśmy zacne grono fanek słodkości i wspólnie spróbowałyśmy 11 łódzkich pączków. Sprawdźcie, kto wygrał, a kto totalnie poległ w pączkorywalizacji.

Najpierw logistyka – zebrać pączki z łódzkich cukierni i dowieźć je w możliwie najlepszym stanie do Book&Cook, które było gospodarzem tegorocznego konkursu. Teraz czas na przedstawienie komisji. Wcale nie łatwo się do niej dostać – wszystkie jurorki nie tylko uwielbiają słodycze, ale również je hurtowo wypiekają (ok, wszystkie poza mną, ale się wkręciłam bo jestem z JwŁ ;)). Oto one: Asia Banad, twórczyni bloga Posypane, Aleksandra Stawarz autorka bloga Cooking Monster, Agnieszka Danowska, rzeczniczka Manufaktury i dziennikarka kulinarna, Daria Wójcicka, która zanim dołączyła do JwŁ piekła nie tylko amatorsko, ale także dla łódzkich kawiarni i Iza Borowska, czyli kronikarka.

Testerki: Ola Stawarz, Agnieszka Danowska, Asia Banad, Iza Borowska i Daria Wójcicka

Pączki na talerzyki były wykładane potajemnie, oznaczone jedynie numerami, aby nie sugerować się nazwami cukierni. Najpierw ocena wzrokowa: kształt, kolor, otoczka od smażenia, wielkość i lukier. Najważniejsze przed nami – wielkie testowanie i punkty za jakość ciasta i nadzienia. Nie ma lipy – trzeba spróbować każdego z 11 pączków. Pierwsze komentarze, pochwały, ale niestety również smak spalenizny i sztucznego aromatu róży oraz nadzienie z wiadra (przy takiej konkurencji absolutnie nie do przyjęcia!). Tylko się wydaje, że to praca łatwa, miła i przyjemna. Gorsze w naszej opinii pączki były przesiąknięte tłuszczem, zdarzały się także nadzienia, które kolorem dorównywały barwie swetra Asi 😉 W tych lepszych za to ciasto elegancko „odskakiwało” po ugryzieniu, smaki były wyważone, a nadzienie nie straszyło sztucznością. Co tu dalej zwlekać – czas na wyniki, które prezentujemy od końca, by na deser zostawić wam to, co najlepsze.

Pretendenci do nagrody

Przy najgorszym pączku jury było w 100% zgodne – nie powinien nigdy trafić na półki. Nie dość, że zostawiał posmak starej, spalonej frytury, to jeszcze nadziany był zdecydowanie spaloną konfiturą! Jeszcze większym zaskoczeniem było ujawnienie autora – na ostatnim miejscu znalazł się pączek z  cukierni Sowa. Niewiele lepiej zaprezentował się pączek od Piekarza, zaś niechlubne trzecie miejsce zajął ten z Jasia i Małgosi. Dalej było nieco lepiej, choć czwarta od końca Gorąca Pączkarnia zniechęciła zbyt mocno przypieczoną, twardą skórką. Nieco wyżej Dybalscy – tu znów byłyśmy wyjątkowo zgodne w przydzielaniu punktów. Dla mnie był nieco za suchy, choć dzięki temu bardziej kruchy, a nie gumowaty, czego nie lubię w pączkach. W środku stawki Gałeccy. W kwestii jagodzianek nie mają sobie równych w mieście, ale jak widać, w pączki nie radzą sobie już tak świetnie.

Przed nami pierwsza piątka. Miłym zaskoczeniem okazał się Pączek i Spółka, który stracił kilka punktów wyglądem, nadrobił za to smakiem i konsystencją ciasta. Oczko wyżej Z pieca rodem – większość z nas dała mu 6 punktów, a u Oli trafił nawet na drugie miejsce w rankingu. Czas na podium! Brąz trafia do Starej Pączkarni (znajduje się na Zamenhofa i nie należy mylić z Gorącą Pączkarnią przy Piotrkowskiej). Na pewno przypadnie do gustu tym, którzy preferują miękkie ciasta, był to również największy pączek w całej stawce.

Czas na najlepszych! Złoto podzieliły między sobą dwa miejsca: Montag i Hort Cafe. Obydwa zdobyły po 46 punktów, przy czym trzy z nas na zwycięzcę wytypowały Montag. Czy komuś trzeba przedstawiać ich pączki? Chyba nie – mnie przywodzą na myśl wypieki babci, którymi z powodzeniem można się było cieszyć jeszcze kilka dni po wypieczeniu. Do tego wysokiej jakości różane nadzienie, klasyczne smażenie na smalcu i cukier puder na wierzchu. Gratulacje także dla Hort Cafe, które sprostało konkurencji najlepszych – ich pączek miał zarówno smaczne, puszyste ciasto, jak i naturalnie smakującą konfiturę. Jak widać, w wypieki idzie im znacznie lepiej, niż w remonty;)

Na koniec trzy słowa organizacyjne. Na pewno jest w Łodzi sporo miejsc, które mają dobre wyroby, ale które nie trafiły do zestawienia – zrozumcie, to i tak było sporo wyzwanie dla naszych brzuchów. Żałuję, że nie było Barbarelli – bardzo ich cenię, ale o 12:00 nie było już pączków w żadnej cukierni. Każda z nas przyznawała punkty od 0 do 10 za pierwsze miejsce i oceniałyśmy pączki w ciemno.

Wpisujcie wasze typy, a w czwartek pochwalcie się, ile pączków udało wam się pochłonąć. Dwa dni później, w sobotę, wpadnijcie za to do Parku Zdrowie, gdzie odbędzie się Pączek Run! Zapraszamy wszystkich miłośników wypieków do gorącego kibicowania. Kto wie, może uda Wam się upolować pączka od jednego z uczestników biegu? JwŁ będzie reprezentować Iza, a my… z chęcią rzucimy się na jej słodką nagrodę 😉 Do zobaczenia!

Podobne posty

Chyba pierwszy raz na Jemy w Łodzi będziemy pisać o herbaciarni! Chodźcie z nami do nowo otwartego, ...
Przy Stole - klub kolacyjny Jemy w Łodzi Klub Kolacyjny Jemy w Łodzi szykuje się do kolejnego ...
fot. pixabay.com Autentyczne, tradycyjne, oryginalne – słowa wytrychy, którymi lubią promować się ...